3 dzień akcji #PolandNeedsTMHTour, hahaha. JESTEM Z NAS TAKA DUMNA *.*!
Imagin postanowiłam podzielić na dwie części, ponieważ jestem obecnie trochę zajęta (nadrabianie zaległości podczas ferii po półtorej tygodnia nieobecności ._.) i mam trochę mało czasu, żeby dodać naraz całego imagina :p Jeszcze na koniec miałabym do Was taką skromną prośbę.. jeżeli to czytasz, proszę Cię, skomentuj. Nie zależy mi na ilości komentarzy, tylko ma tym, co sądzicie o moich imaginach. Z góry dziękuję (:. x
______________________________________________________________
Prawa, lewa, prawa, lewa. Wyprostuj się i podnieś tą głowę do góry!, krzyczały jakieś głosy w mojej głowie. Miałam tak za każdym razem, kiedy wychodziłam na wybieg. Nie wiem, czemu dokładnie takie coś miało służyć. Miało na celu motywowanie mnie? Nie mam pojęcia, ale było to silniejsze ode mnie. Miałam dzisiaj mały, kameralny pokaz, ale takie stresowały mnie najbardziej. Podczas dużych pokazów tak naprawdę uwagę zwraca na Ciebie niewielka ilość zaproszonych. Część rozmawia przez telefon, inni robią jakieś notatki, a jeszcze inni chodzą bez konkretnego celu po całej sali. Właściwie, to równie dobrze mogliby zrobić nam sesję zdjęciową i zdjęcia umieścić w internecie, jak zawsze po pokazie. Efekt byłby taki sam, a koszt tego wszystkiego byłby mniejszy. O wiele, wiele mniejszy. Ale wracając, duże pokazy nie tremowały mnie ani trochę. Tymczasem gośćmi na małych, zamkniętych pokazach są ludzie, którzy przychodzą tutaj w konkretnym celu. Interesuje ich, co projektant ma do zaoferowania. Interesuje ich to, jak się prezentujesz. Ty ich interesujesz. Ty. Przyglądają Ci się uważnie.
I tak teraz powoli wyszłam na wybieg ubrana w wymyślnym kostium kąpielowy od Armaniego. A raczej przebrana za osobę w kostiumie kąpielowym od Armaniego. W byciu modelką nie było niczego złego, lubiłam to i garnęłam się do tego już jako mała dziewczynka. Jednak kostiumy kąpielowe i tego typu stroje obnażające mnie w znacznym stopniu nie były czymś, w czym po prostu czułam się komfortowo.
Przyjrzałam się ludziom siedzącym pod wybiegiem i przyznam się, moje serce zabiło mocniej. Pięciu idealnych chłopaków, ideałów i moich największych idoli. Kilku ich znajomych i Eleanor, moja koleżanka z uczelni. Sądziłam, że żartowała, mówiąc, że pewnego dnia przyprowadzi chłopaków na mój pokaz. Nie żartowała. Uśmiechnęła się do mnie i uniosła kciuki do góry w geście mówiącym, że jest dobrze.
No jasne, że jest dobrze, Eleanor. Oprócz tego, że zaraz zemdleję jest dobrze. Mam się świetnie.
Poczułam, że nogi robią mi się jak z waty i miękną mi kolana. [TI], dasz radę, pomyślałam przyśpieszając kroku. Przed chwilą szłam stanowczo za wolno, a teraz zbyt szybko, jednak nie kontrolowałam tego. Czułam ulgę, kiedy weszłam już za stelaż za wybiegiem i skierowałam się w stronę garderoby. Miałam jeszcze jedno wejście.
Zajrzałam do torby z ubraniami i jęknęłam. Czarny biustonosz, długa, przeźroczystoczarna narzutka krojemprzypominająca szlafrok i czarne koronkowe majtki. Czemu to akurat mi musiał przypaść taki zestaw? Moje koleżanki z wybiegu prezentowały na sobie zwiewne sukienki i kolorowe koszule, a ja miałam biegać po wybiegu prawie naga? Co jest grane?
-[TI]! - krzyknęła kierowniczka pokazu. - Wchodzisz za minutę!
I wyszła. Szybko się przebrałam i ostatni raz spojrzałam do lustra. Szczerze powiedziawszy, byłam nawet lekko oburzona tym, jak wyglądam.
Zrezygnowana wyszłam z garderoby i odrazu wpadła na mnie Caroline.
-Twój Zayn do mnie mrugnął! - powiedziała podekscytowana i w podskokach pobiegłą dalej.
Zayn Malik. Moja małą sympatia. Okej, wielka sympatia. Ale nie czas teraz na myślenie o tym.
Teraz jest Twój moment [TI].
Pewnym krokiem wyszłam na wybieg. Zauważyłam, że męskiej części publiczności rozbłysły oczy. Chciało mi się śmiać, ale wiedziałam, że nie wypada. Mimowolnie spojrzałam na Zayna. Patrzył na mnie uśmiechając się szeroko. Nie spuszczając ze mnie wzroku, powiedział coś Eleanor na ucho. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko. Kiedy odwróciłam się, żeby wrócić za kulisty usłyszałam ciche gwizdy, głośne westchnięcia i.. Eleanor, która chciała coś krzyknąć, ale została powtrzymana. Teraz się zaśmiałam.
Chciałam pójść do garderoby, jednak zostałam powstrzymana przez silną, męską dłoń.
-Mój gabinet, teraz. - warknął mi do ucha mężczyzna. - I lepiej, żebyś była cicho.
Odwróciłam się i zobaczyłam przed sobą Jacka, męża kierowniczki, który zawsze dobierał nam stroje. Patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami. Nie wiedziałam, o co mu chodziło, ale zaczynałam się bać.
poniedziałek, 21 stycznia 2013
niedziela, 20 stycznia 2013
#PolandNeedsTMHTour
Przypatrzcie się tylko (':. Nie jestem w stanie powiedzieć, od kiedy jesteśmy w trendsach, ale byliśmy już tam wczoraj i nadal się utrzymujemy ! :D Teraz tylko miejmy nadzieję, że ktoś z One Direction to zobaczy :D
#PolandNeedsTMHTour
~Olly x
#PolandNeedsTMHTour
~Olly x
środa, 16 stycznia 2013
SIEMANO!
SIEMANO LUDKI!
tu Sylwia, miło mi
no i tak jak dziefczyny już wspomniały, będę razem z nimi prowadzić tego bloga
:D
mam nadzieję, że jakoś mi to pójdzie, a wena
no nie zawiedzie :D
a podpisywać się będę tak:
~ shok
no, to chyba tyle
siema miśki! xx
#6 Liam +18
Po, łącznie, 4 godzinach skończyłam tego o to imagina :D Starałam się, żeby napisać go jak najlepiej, ale chyba przekombinowałam i wydaje mi się, że go rozmamłałam. Nie wiem, oceńcie sami. x
_____________________________________________________________________
Kolejny beznadziejny dzień na uczelni. Organizowaliśmy program wymiany uczniowskiej, a za tym szło przygotowywanie różnych projektów i prezentacji. Nie dość, że wszystko z naszej grupy robiłam ja, to jeszcze inni mieli do mnie pretensje i nic im nie pasowało. W dodatku pokłóciłam się z panią od biologii, która była opiekunką tego projektu. Zostałam wysłana do dyrektora i odjęto mi punkty z zachowania. Świetnie. Z taką ilością punktów, jaka została mi teraz, mogłam sobie zapomnieć o stypendium.
Przyjechałam do Londynu na uczelnię dwa lata temu. Miałam wprawdzie dużo koleżanek, które mieszkały same, tak jak ja, jednak żadna z nich nie została moją współlokatorką. Wynajmowałam małą kawalerkę w kamienicy niedaleko uczelni. Utrzymanie się w stolicy trochę kosztowało, a stypendium dużo mi pomagało. W weekendy pracowałam w Starbucksie, ale i tak finansowo często pomagał mi mój chłopak. Chciałam znaleźć jakąś lepiej płatną pracę, jednak jakoś nigdy nie było na to czasu. Głupio mi było, kiedy Liam sfinansował remont i urządzenie mojego mieszkania. Było to półtora roku, kiedy zaczęliśmy się spotykać. Ale pomagał mi jeszcze w wielu innych sytuacjach. Tylko ile można żyć z pieniędzy swojego chłopaka? Miałam swój honor, a już sam fakt, że Liam był sławny i bogaty, sprawiał, że byłam tym jeszcze bardziej zakłopotana. A teraz jeszcze pogrzebałam swoje szanse na stypendium. Pięknie.
Leniwie otworzyłam drzwi do swojego mieszkania i oniemiałam. Światła były zgaszone tylko z pokoju, który był moją sypialnią i salonem jednocześnie, dochodziło mgliste światło. Ściągnęłam buty i pod stopami poczułam płatki kwiatów. Zmrużyłam oczy i zobaczyłam, że płatki pod moimi stopami są początkiem ścieżki prowadzącej do sypialni. Uśmiechnęłam się i poszłam wzdłuż niej. Przekroczyłam próg sypialni i powiem szczerze, byłam w szoku. Cały pokój ozdobiony był świeczkami w przeźroczystobiałych świecznikach. Okna były zasłonięte. Pościel na łóżku została zmieniona z burej, ciemnoszarej na bordową. Mój ulubiony kolor. W pokoju dało się czuć zapach jakiś olejków o bardzo przyjemnym zapachu.
Zaraz poczułam na swoich biodrach czyjeś ręce. Poczułam zapach moich ulubionych męskich perfum. Odwróciłam się. Zobaczyłam przed sobą Liama.
-Ciężki dzień na uczelni, co? - zapytał.
-Beznadziejny. Straciłam szansę na stypendium. - mruknęłam i mimowolnie moje oczy zaszkliły się łzami.
-Hej, hej, hej, kochanie, nie płacz. - powiedział i kciukiem starł łzę z mojego policzka. - Przygotowałem dla ciebie kąpiel. - uśmiechnął się i zaprowadził mnie do łazienki, która była oświetlona w taki sam sposób jak sypialnia.
-Zaraz wracam. - uśmiechnęłam się i zamknęłam się, zostawiając Liama za drzwiami.
Wanna była pełna piany i to wszystko tworzyło pięknie wyglądającą całość, jednak wykąpałam się w kilka minut, żeby móc już dołączyć do Liama.
Wyszłam z łazienki ubrana w starą koszulkę Liama i majtki. Liam stał na środku pokoju i przysięgam, moje serce zabiło mocniej. Często go takiego widziałam, jednak za każdym razem moje serce reagowało tak, jakbym zobaczyła go po raz pierwszy i na nowo się w nim zakochała. Wyglądał jak młody grecki bóg.
Uśmiechnął się i wyciągnął do mnie dłoń. Chwyciłam ją i wtedy chłopak przyciągnąwszy mnie do siebie, przytulił mnie i zaczęliśmy się kołysać w rytmie jakieś niezidentyfikowanej i niesłyszalnej muzyki. Podniosłam na chłopaka wzrok i rozpięłam jego koszulę. To banalne, ale lubiłam czuć to ciepło bijące z ciała Liama. Chłopak uśmiechnął się zadziornie i pocałował mnie.
-[TI], chciałbym, żebyś oddała mi się tej nocy. - powiedział szczerze.
W odpowiedzi nic nie mówiąc, pocałowałam go. Następnie rozpięłam jego spodnie i ściągnęłam jego koszulę. Garderoba Liama opadła swobodnie na ziemię. Chłopak został w samych bokserkach. Kiedy zobaczyłam wybrzuszenie na jego bokserkach, poczułam, że moje podniecenie kumuluje się w miejscu, w którym nigdy wcześniej się nie kumulowało. Ściągnęłam swoją koszulkę, a wtedy Liam uśmiechnął się szeroko. Nie miałam na sobie biustonosza, więc stałam teraz przed nim jedynie w swoich majtkach. Szatyn wziął mnie na ręce i położył mnie na łóżku.
-Kocham cię. - powiedział.
-Ja ciebie też Li. - uśmiechnęłam się.
Położył się nade mną i zaczął obdarzać delikatnymi pocałunkami dosłownie każdy centymetr mojego ciała. Kiedy doszedł do piersi, odsunęłam się lekko.
-Co jest? - zapytał.
-Nie są ładne. - mruknęłam. Nie lubiłam swoich piersi.
-Oj daj spokój, [TI]. Są idealne. - uśmiechnął się i wrócił do poprzedniej czynności.
Najpierw zajął się jedną piersią, potem drugą. Całował je, drażnił sutki językiem, delikatnie podgryzał. Nie sądziłam, że takie coś może na mnie zrobić wrażenie i że może być aż tak paraliżujące. A jednak było. Moje piersi nabrzmiały, a sutki stwardniały. Liam jęknął z zadowolenia. Potem zjechał swoimi wargami nieco niżej. Brzuch, podbrzusze, aż w końcu dotarł do linii moich majtek. Zsunął je i ściągnął je dosyć zamaszystym ruchem. Wylądowały na parapecie. Zaśmialiśmy się. Liam kontynuował poprzednią czynność, tylko zrezygnował z pocałunków. Poczułam, że coś szorstkiego delikatnie wsuwa się do mojej kobiecości. Jęknęłam. Zrobiłam to znowu, kiedy chłopak wsunął swój język głębiej. Pojedyncze dźwięki zamieniły się w jeden ciągły, kiedy szatyn zaczął zataczać swoim językiem kręgi.
-Liam! - pisnęłam i stało się. Moment, w którym czujesz, jakbyś się kurczyła, Twoje oczy zachodzą mgłą, a o istnieniu czegokolwiek dookoła Ciebie przypomina Ci jedynie dotyk Twojego ukochanego.
Po chwili poczułam, że chłopak jest już nade mną i składa na moich ustach zachłanny pocałunek. Oprzytomniałam i spojrzałam na Liama. Zdążył już pozbyć się swoich bokserek. Westchnęłam ciężko zobaczywszy jego kolegę i to, jakiego jest rozmiaru. Był.. ogromny. Poczułam, że jego główka jest już przy mojej kobiecości. Liam patrzył mi prosto w oczy i delikatnymi ruchami zaczął we mnie wchodzić. W pewnym momencie skrzywiłam się. Byłam dziewicą, bolało. Powiedziałam jednak, żeby kontynuował. Nie wszedł we mnie całą swoją długością. Oboje wiedzieliśmy, że na pierwszy raz tyle wystarczy. Opadł na mnie całym ciężarem swojego ciała i położywszy głowę na moim obojczyku, zaczął się delikatnie poruszać. Wbiłam paznokcie w jego plecy. Chłopak cały czas szeptał słowa typu: "Kocham cię", "jesteś piękna", co, powiedzmy szczerze, bardzo na mnie działało. Liam pocałował mnie zachłannie i wyszedł ze mnie. Położył się obok mnie i przykrył nas kołdrą. Wziął moją dłoń i przyłożył ją sobie do piersi, pod którą biło jego serce.
-Ono bije tylko dla ciebie. - szepnął. - Kocham cię, [TI] i jesteś wspaniałą osobą. A stypendium się nie przejmuj.
W chwilę później zaczęliśmy przytuleni do siebie.
A następnego dnia przyszedł do mnie na uczelnię i podczas przerwy miedzy zajęciami, na oczach setek uczniów, oświadczył mi się.
Zgadnijcie, jaka była moja odpowiedź.
~Olly
_____________________________________________________________________
Kolejny beznadziejny dzień na uczelni. Organizowaliśmy program wymiany uczniowskiej, a za tym szło przygotowywanie różnych projektów i prezentacji. Nie dość, że wszystko z naszej grupy robiłam ja, to jeszcze inni mieli do mnie pretensje i nic im nie pasowało. W dodatku pokłóciłam się z panią od biologii, która była opiekunką tego projektu. Zostałam wysłana do dyrektora i odjęto mi punkty z zachowania. Świetnie. Z taką ilością punktów, jaka została mi teraz, mogłam sobie zapomnieć o stypendium.
Przyjechałam do Londynu na uczelnię dwa lata temu. Miałam wprawdzie dużo koleżanek, które mieszkały same, tak jak ja, jednak żadna z nich nie została moją współlokatorką. Wynajmowałam małą kawalerkę w kamienicy niedaleko uczelni. Utrzymanie się w stolicy trochę kosztowało, a stypendium dużo mi pomagało. W weekendy pracowałam w Starbucksie, ale i tak finansowo często pomagał mi mój chłopak. Chciałam znaleźć jakąś lepiej płatną pracę, jednak jakoś nigdy nie było na to czasu. Głupio mi było, kiedy Liam sfinansował remont i urządzenie mojego mieszkania. Było to półtora roku, kiedy zaczęliśmy się spotykać. Ale pomagał mi jeszcze w wielu innych sytuacjach. Tylko ile można żyć z pieniędzy swojego chłopaka? Miałam swój honor, a już sam fakt, że Liam był sławny i bogaty, sprawiał, że byłam tym jeszcze bardziej zakłopotana. A teraz jeszcze pogrzebałam swoje szanse na stypendium. Pięknie.
Leniwie otworzyłam drzwi do swojego mieszkania i oniemiałam. Światła były zgaszone tylko z pokoju, który był moją sypialnią i salonem jednocześnie, dochodziło mgliste światło. Ściągnęłam buty i pod stopami poczułam płatki kwiatów. Zmrużyłam oczy i zobaczyłam, że płatki pod moimi stopami są początkiem ścieżki prowadzącej do sypialni. Uśmiechnęłam się i poszłam wzdłuż niej. Przekroczyłam próg sypialni i powiem szczerze, byłam w szoku. Cały pokój ozdobiony był świeczkami w przeźroczystobiałych świecznikach. Okna były zasłonięte. Pościel na łóżku została zmieniona z burej, ciemnoszarej na bordową. Mój ulubiony kolor. W pokoju dało się czuć zapach jakiś olejków o bardzo przyjemnym zapachu.
Zaraz poczułam na swoich biodrach czyjeś ręce. Poczułam zapach moich ulubionych męskich perfum. Odwróciłam się. Zobaczyłam przed sobą Liama.
-Ciężki dzień na uczelni, co? - zapytał.
-Beznadziejny. Straciłam szansę na stypendium. - mruknęłam i mimowolnie moje oczy zaszkliły się łzami.
-Hej, hej, hej, kochanie, nie płacz. - powiedział i kciukiem starł łzę z mojego policzka. - Przygotowałem dla ciebie kąpiel. - uśmiechnął się i zaprowadził mnie do łazienki, która była oświetlona w taki sam sposób jak sypialnia.
-Zaraz wracam. - uśmiechnęłam się i zamknęłam się, zostawiając Liama za drzwiami.
Wanna była pełna piany i to wszystko tworzyło pięknie wyglądającą całość, jednak wykąpałam się w kilka minut, żeby móc już dołączyć do Liama.
Wyszłam z łazienki ubrana w starą koszulkę Liama i majtki. Liam stał na środku pokoju i przysięgam, moje serce zabiło mocniej. Często go takiego widziałam, jednak za każdym razem moje serce reagowało tak, jakbym zobaczyła go po raz pierwszy i na nowo się w nim zakochała. Wyglądał jak młody grecki bóg.
Uśmiechnął się i wyciągnął do mnie dłoń. Chwyciłam ją i wtedy chłopak przyciągnąwszy mnie do siebie, przytulił mnie i zaczęliśmy się kołysać w rytmie jakieś niezidentyfikowanej i niesłyszalnej muzyki. Podniosłam na chłopaka wzrok i rozpięłam jego koszulę. To banalne, ale lubiłam czuć to ciepło bijące z ciała Liama. Chłopak uśmiechnął się zadziornie i pocałował mnie.
-[TI], chciałbym, żebyś oddała mi się tej nocy. - powiedział szczerze.
W odpowiedzi nic nie mówiąc, pocałowałam go. Następnie rozpięłam jego spodnie i ściągnęłam jego koszulę. Garderoba Liama opadła swobodnie na ziemię. Chłopak został w samych bokserkach. Kiedy zobaczyłam wybrzuszenie na jego bokserkach, poczułam, że moje podniecenie kumuluje się w miejscu, w którym nigdy wcześniej się nie kumulowało. Ściągnęłam swoją koszulkę, a wtedy Liam uśmiechnął się szeroko. Nie miałam na sobie biustonosza, więc stałam teraz przed nim jedynie w swoich majtkach. Szatyn wziął mnie na ręce i położył mnie na łóżku.
-Kocham cię. - powiedział.
-Ja ciebie też Li. - uśmiechnęłam się.
Położył się nade mną i zaczął obdarzać delikatnymi pocałunkami dosłownie każdy centymetr mojego ciała. Kiedy doszedł do piersi, odsunęłam się lekko.
-Co jest? - zapytał.
-Nie są ładne. - mruknęłam. Nie lubiłam swoich piersi.
-Oj daj spokój, [TI]. Są idealne. - uśmiechnął się i wrócił do poprzedniej czynności.
Najpierw zajął się jedną piersią, potem drugą. Całował je, drażnił sutki językiem, delikatnie podgryzał. Nie sądziłam, że takie coś może na mnie zrobić wrażenie i że może być aż tak paraliżujące. A jednak było. Moje piersi nabrzmiały, a sutki stwardniały. Liam jęknął z zadowolenia. Potem zjechał swoimi wargami nieco niżej. Brzuch, podbrzusze, aż w końcu dotarł do linii moich majtek. Zsunął je i ściągnął je dosyć zamaszystym ruchem. Wylądowały na parapecie. Zaśmialiśmy się. Liam kontynuował poprzednią czynność, tylko zrezygnował z pocałunków. Poczułam, że coś szorstkiego delikatnie wsuwa się do mojej kobiecości. Jęknęłam. Zrobiłam to znowu, kiedy chłopak wsunął swój język głębiej. Pojedyncze dźwięki zamieniły się w jeden ciągły, kiedy szatyn zaczął zataczać swoim językiem kręgi.
-Liam! - pisnęłam i stało się. Moment, w którym czujesz, jakbyś się kurczyła, Twoje oczy zachodzą mgłą, a o istnieniu czegokolwiek dookoła Ciebie przypomina Ci jedynie dotyk Twojego ukochanego.
Po chwili poczułam, że chłopak jest już nade mną i składa na moich ustach zachłanny pocałunek. Oprzytomniałam i spojrzałam na Liama. Zdążył już pozbyć się swoich bokserek. Westchnęłam ciężko zobaczywszy jego kolegę i to, jakiego jest rozmiaru. Był.. ogromny. Poczułam, że jego główka jest już przy mojej kobiecości. Liam patrzył mi prosto w oczy i delikatnymi ruchami zaczął we mnie wchodzić. W pewnym momencie skrzywiłam się. Byłam dziewicą, bolało. Powiedziałam jednak, żeby kontynuował. Nie wszedł we mnie całą swoją długością. Oboje wiedzieliśmy, że na pierwszy raz tyle wystarczy. Opadł na mnie całym ciężarem swojego ciała i położywszy głowę na moim obojczyku, zaczął się delikatnie poruszać. Wbiłam paznokcie w jego plecy. Chłopak cały czas szeptał słowa typu: "Kocham cię", "jesteś piękna", co, powiedzmy szczerze, bardzo na mnie działało. Liam pocałował mnie zachłannie i wyszedł ze mnie. Położył się obok mnie i przykrył nas kołdrą. Wziął moją dłoń i przyłożył ją sobie do piersi, pod którą biło jego serce.
-Ono bije tylko dla ciebie. - szepnął. - Kocham cię, [TI] i jesteś wspaniałą osobą. A stypendium się nie przejmuj.
W chwilę później zaczęliśmy przytuleni do siebie.
A następnego dnia przyszedł do mnie na uczelnię i podczas przerwy miedzy zajęciami, na oczach setek uczniów, oświadczył mi się.
Zgadnijcie, jaka była moja odpowiedź.
~Olly
wtorek, 15 stycznia 2013
#5 Zayn
Kolejny dzień. Z pozoru normalny. Mam na imie [t.i.] . Mam 18 lat . Jestem dzieckiem . Jestem duchem . Czemu tak sądze? Wrócmy do tego dnia . Pamiętnego dnia . I do mojej jedynej miłości. Zayna Malika .
Tak więc wrócmy. To było pare lat temu...
- Zayn! Kochanie! Śniadanie! - Krzyknęłam i podeszłam do kuchenki, zamieszac jajecznice.
Od paru dni żywimy się tylko jajkami . Śmieszne prawda?
Nie. Dla mnie nie, jeżeli chcą cie zabic .
Dlaczego? Ponieważ psyho-fanki nie chcą bym wykorzystywala ich idola.
Zayn zbiagł po schodach. Nagle poslizgnał się, ale jego refleks, odwrotnie jak mój, zareagowal.
- Zyje! Mój refleks wymiata! - usmiechnął się zadziornie
- A to zaskoczenie! Ale Zayn uważaj na siebie...- spojrzałam na niego - I ubrałbyś się co?
Zayn stał obok mnie i miał banana na twarzy. Podszedł, objął mnie i zaczął mruczeć ci do ucha.
- Zayn prosze puść mnie... - błagałam .
Dopiero gdy łzy spływały mi po policzkach, odsunął się .
- Kocie co się dzieje? - zapytał łagodnie .
Po chwili ostatnią rzeczą którą zakładał, była podkoszulka .
Odetchnęłam głośno.
- Będę z tobą szczera . Kocham cię i wiedz że za 2 tygodnie umrę. Nie mogę na ciebie patrzeć ponieważ wiem, że będę płakać kiedy będę już przy granicy życia - powiedziałam z udawanym spokojem.
-Jak to umierasz? Nie teraz! Myślałem że... że zostaniesz ze mną... Ze się razem zestarzejemy! -Uklęknął i wyjął małe czerwone pudełeczko - [t.i][t.n] czy zostaniesz moją żoną nawet na te 2 tygodnie a później na wieczność?
- Zayn... Chciałabym powiedziać tak ale wtedy nie dotrzymam obietnicy... Zayn ja umieram! Ułożysz sobie życie beze mnie. Pokochasz kogoś innego! - mruknęłam odwracając wzrok
- Ale nigdy nie pokocham nikogo bardziej niż ciebie... -Delikatnie założył mi perscionek na palca - Kocham Cię [t.i] - przytulił mnie mocno, jakby miał nigdy nie puścic, i pocałował w czoło.
Jestem w szpitalu. Wiesz że to mój koniec.
Zayn siedział koło mnie. Płakał. Mój Bad Boi, płakał.
Nie mogłam tego znieść . Nie teraz .
- Zayn - mruknełaś i usmiechnęłas się lekko - Kocham cie jak nikogo innego, zawsze będę przy tobie, zawsze ...
- [t.i.] ! Nie prosze! [t.i] ! To ja Zayn! Kochanie! Otwórz oczy prosze! - zaczął płakać.
Wyprowadzili go z sali.
Skąd ja to wiem? Mówiłam, że jestem duchem .
Zarty? To nie dla mnie.
Podeszłam do niego i położyłam mu rękę na ramieniu .
Nie czuł tego . Ja, jak najbardziej.
- [t.i] boże! Nie... - moja miłość płakała jeszcze bardziej.
W tym momencie reszta zaspołu przybiegła.
Najpierw Niall, potem Liam i Danielle, następnie Louis i Eleanor a jeszcze później Harry .
- Zayn wszystko w porządku? - zapytał blondynek .
- Co z [t.i]? - Zapytała Danielle z Eleanor jednocześnie
- Ona... ona odeszła - Mulat zaczął szlochac
- Tam jej będzie lepiej Zayn . Uwierz - powiedział Li, obejmując Zayna.
Wszyscy zaczęli go pocieszać i płakać razem z Nim.
Chciałabym wrócic i przytulic każdego z osobna .
Kochałam ich.
Zdałam sobie sprawę, że gdyby nie przyjaciele Zayn dawno by był ze mną .
Teraz chłopak ma rodzinę . Żonę Perrie, małą córeczkę i synka w drodzę.
- Zayn chodź idziemy na cmentarz. - powiedziała z usmiechem roża.
Mówiłam tak na Perrie ponieważ ma rózowe włosy. Pięknie wyglądała.
- Dobrze Kochanie. [t.i]! Kochanie chodź do taty! Idziemy na grób cioci [t.i]! - krzyknął Zayn.
Dziewczynka posłusznie podbiegła do Malika. Ten wziął małą na ręce i poszli na mój grób.
Dziwnie mi się mówi tak " mój grób " . Nie czuje się martwa . Wręcz przeciwnie . Szczęscie Zayna mnie motywuje . Czemu był szczęsliwy? Ponieważ byłam zawsze z nim . Skąd to wiem? Sam mi to mówi . Codziennie .
Tak więc wrócmy. To było pare lat temu...
- Zayn! Kochanie! Śniadanie! - Krzyknęłam i podeszłam do kuchenki, zamieszac jajecznice.
Od paru dni żywimy się tylko jajkami . Śmieszne prawda?
Nie. Dla mnie nie, jeżeli chcą cie zabic .
Dlaczego? Ponieważ psyho-fanki nie chcą bym wykorzystywala ich idola.
Zayn zbiagł po schodach. Nagle poslizgnał się, ale jego refleks, odwrotnie jak mój, zareagowal.
- Zyje! Mój refleks wymiata! - usmiechnął się zadziornie
- A to zaskoczenie! Ale Zayn uważaj na siebie...- spojrzałam na niego - I ubrałbyś się co?
Zayn stał obok mnie i miał banana na twarzy. Podszedł, objął mnie i zaczął mruczeć ci do ucha.
- Zayn prosze puść mnie... - błagałam .
Dopiero gdy łzy spływały mi po policzkach, odsunął się .
- Kocie co się dzieje? - zapytał łagodnie .
Po chwili ostatnią rzeczą którą zakładał, była podkoszulka .
Odetchnęłam głośno.
- Będę z tobą szczera . Kocham cię i wiedz że za 2 tygodnie umrę. Nie mogę na ciebie patrzeć ponieważ wiem, że będę płakać kiedy będę już przy granicy życia - powiedziałam z udawanym spokojem.
-Jak to umierasz? Nie teraz! Myślałem że... że zostaniesz ze mną... Ze się razem zestarzejemy! -Uklęknął i wyjął małe czerwone pudełeczko - [t.i][t.n] czy zostaniesz moją żoną nawet na te 2 tygodnie a później na wieczność?
- Zayn... Chciałabym powiedziać tak ale wtedy nie dotrzymam obietnicy... Zayn ja umieram! Ułożysz sobie życie beze mnie. Pokochasz kogoś innego! - mruknęłam odwracając wzrok
- Ale nigdy nie pokocham nikogo bardziej niż ciebie... -Delikatnie założył mi perscionek na palca - Kocham Cię [t.i] - przytulił mnie mocno, jakby miał nigdy nie puścic, i pocałował w czoło.
Jestem w szpitalu. Wiesz że to mój koniec.
Zayn siedział koło mnie. Płakał. Mój Bad Boi, płakał.
Nie mogłam tego znieść . Nie teraz .
- Zayn - mruknełaś i usmiechnęłas się lekko - Kocham cie jak nikogo innego, zawsze będę przy tobie, zawsze ...
- [t.i.] ! Nie prosze! [t.i] ! To ja Zayn! Kochanie! Otwórz oczy prosze! - zaczął płakać.
Wyprowadzili go z sali.
Skąd ja to wiem? Mówiłam, że jestem duchem .
Zarty? To nie dla mnie.
Podeszłam do niego i położyłam mu rękę na ramieniu .
Nie czuł tego . Ja, jak najbardziej.
- [t.i] boże! Nie... - moja miłość płakała jeszcze bardziej.
W tym momencie reszta zaspołu przybiegła.
Najpierw Niall, potem Liam i Danielle, następnie Louis i Eleanor a jeszcze później Harry .
- Zayn wszystko w porządku? - zapytał blondynek .
- Co z [t.i]? - Zapytała Danielle z Eleanor jednocześnie
- Ona... ona odeszła - Mulat zaczął szlochac
- Tam jej będzie lepiej Zayn . Uwierz - powiedział Li, obejmując Zayna.
Wszyscy zaczęli go pocieszać i płakać razem z Nim.
Chciałabym wrócic i przytulic każdego z osobna .
Kochałam ich.
Zdałam sobie sprawę, że gdyby nie przyjaciele Zayn dawno by był ze mną .
Teraz chłopak ma rodzinę . Żonę Perrie, małą córeczkę i synka w drodzę.
- Zayn chodź idziemy na cmentarz. - powiedziała z usmiechem roża.
Mówiłam tak na Perrie ponieważ ma rózowe włosy. Pięknie wyglądała.
- Dobrze Kochanie. [t.i]! Kochanie chodź do taty! Idziemy na grób cioci [t.i]! - krzyknął Zayn.
Dziewczynka posłusznie podbiegła do Malika. Ten wziął małą na ręce i poszli na mój grób.
Dziwnie mi się mówi tak " mój grób " . Nie czuje się martwa . Wręcz przeciwnie . Szczęscie Zayna mnie motywuje . Czemu był szczęsliwy? Ponieważ byłam zawsze z nim . Skąd to wiem? Sam mi to mówi . Codziennie .
Nowy adres
Więc, tak jak powiedziałam, w dzisiejszej notce podaję Wam nowy adres bloga. Nie zakładam nowego, po prostu zmienię tą nazwę. Adres bloga jutro zmieni się na imagines-by-wives. Bloga prowadzić ze mną będą Sylwia i Ola, ale nie wiem jak się będą podpisywać (: x
poniedziałek, 14 stycznia 2013
niedziela, 13 stycznia 2013
#4 Niall cz.3
Chciałabym podziękować wszystkim komentującym i czytającym tego bloga, naprawdę, dużo to dla mnie znaczy (: x
[ITM] - imię Twojej mamy
____________________________________________________________
-Dziękuję za miło spędzony wieczór. - uśmiechnęłam się.
-To ja ci dziękuję. - Niall podszedł do mnie bliżej tak, że niemal stykaliśmy się ciałami. Moje serce zaczęło bić tak, jakby zaraz miało mi wyskoczyć z piersi. W chwilę potem usłyszałam, że Niall ciągnie za klamkę i poczułam, że ściana za mną się odsuwa. No tak, chłopak po prostu otworzył drzwi a ja z wrażenia o mało się nie przewróciłam.
-[TI], ale z ciebie idiotka. - mruknęłam do siebie zaraz po otworzeniu oczu. Śniłam o Niallu. Co jeszcze nie było najgorszą rzeczą. Najgorsze w tym wszystkim było to, że śniło mi się, że byliśmy na randce.
Spojrzałam na wyświetlacz w telefonie. Była dopiero siódma, więc położyłam się z powrotem i zasnęłam. Tym razem obyło się bez tego typu snów. W sumie, to nic mi się nie śniło.
Obudziłam się, jak sądzę, nieco później niż zamierzałam. Byłam przytulona do szarej poduszki, a zaraz potem dotarł do mnie zapach ślicznych męskich perfum.
Męskich perfum?
Pewnie dzisiaj rano mama znowu zajęła tacie łazienkę i ten skorzystał z mojej.
Przytuliłam się mocniej do poduszki.
Chwila moment.
Dlaczego ta poduszka unosiła się i opadała równo z moim oddychaniem?
Nieco zdezorientowana podniosłam głowę i przysięgam, spaliłam buraka.
-O matko, Niall, co ty tu robisz? - natychmiast oprzytomniałam.
-Mówiłem, że się jeszcze spotkamy. -uśmiechnął się. - Poza tym, [ITM] mnie zaprosiła.
Serio mamo?
-I powiedziała, że robisz genialne pierogi.
No tak, wczorajsze zamówienie.
-Poczekaj chwilę, to trochę się ogarnę i najwyżej coś wykombinujemy. - posłałam mu, mam nadzieję, swój najładniejszy uśmiech.
-Ślicznie się uśmiechasz. - wyszczerzył się.
-Ale słodzisz. - rzuciłam w niego poduszką.
Poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, zrobiłam lekki makijaż. Założyłam na siebie sprane rurki i starą kraciastą koszulę taty. Ot, mój niedzielny strój. Nigdy nie sądziłam, żebym wyglądała w nim zjawiskowo, bo nawet mi na tym nie zależało. Aż do dzisiaj. Przed wyjściem z łazienki spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i mimowolnie się do siebie uśmiechnęłam. Wyglądałam pięknie. Przynajmniej tak się czułam.
-Idziemy? - zapytałam blondyna, który w dalszym ciągu siedział na moim łóżku w takiej samej pozycji, w jakiej widziałam go ostatnio. Zupełnie jakby się przez ten czas nie ruszał. Na mój widok ożywił się.
-Jasne. - uśmiechnął się i wstał z łóżka, po czym oboje zeszliśmy na dół, do kuchni.
Niall od razu podszedł do lodówki i otworzył ją. Zaśmiałam się cicho.
-Przepraszam za ten nietakt, ale twoja mama powiedziała, że.. - zaczął trochę zakłopotany.
-Nic się nie dzieje Niall. - przerwałam mu. - Skoro już jesteś w lodówce to wyciągnij mi jajka i ser biały.
-Tak jest.
W chwilę później ja mieszałam farsz, a Niall ugniatał ciasto. Jeść to może i on lubił i podobno nie miał w tym sobie równych, ale o gotowaniu, a nawet o tym, jak ugniatać ciasto, nie miał żadnego pojęcia i żeby odwrócić od tego uwagę opowiadał mi o śmiesznych sytuacjach, jakie spotykały go w czasie trasy koncertowej i o wygłupach pozostałych chłopaków.
-Okej, Niall, zamieńmy się, bo chyba coś to ci nie idzie. - zaśmiałam się i zabrałam mu deskę z ciastem, a w zamian podałam mu miseczkę z farszem.
-Ranisz mnie [TI]. - udał smutnego. Spojrzałam na blondyna. Jego wyraz twarzy był komiczny. Wybuchnęłam śmiechem. Chłopak w chwilę potem też. - A tak poważnie, to ja nie mam pojęcia o gotowaniu. Żadnego. Ani trochę.
-Hej, Niall, spróbuj, czy nie powinnam tego jeszcze doprawić. - chciałam podać mu łyżeczkę z farszem do spróbowania, jednak zrobiłam to tak zamaszyście, że łyżeczka trafiła na koszulkę Irlandczyka. - Oops, przepraszam.
Niall nic mi nie odpowiedział, tylko ze śmiertelnym wyrazem twarzy sięgnął po łyżeczkę leżącą w pojemniku na ladzie, nabrał na nią trochę farszu, po czym zrobił to, co przed chwilą ja niechcący jemu. Udałam oburzoną i znowu przejechałam łyżeczką po jego koszulce. A on zrobił mi to samo. W końcu byliśmy cali brudni od farszu, który znajdował się nawet na naszych twarzach.
Przy lepieniu pierogów blondyn przyglądał mi się bez słowa. Po pewnym czasie jednak podszedł do mnie, stanął za mną i delikatnie pocałował mnie w policzek. Przeszedł mnie zdradziecki dreszcz.
-A jeżeli chodzi o ten farsz, to jest idealny. - powiedział jak gdyby nigdy nic i odsunęwszy się ode mnie, wziął ostatni kawałek ciasta z farszem i zaczął lepić pieroga.
Po ulepieniu pierogów, których, nawiasem mówiąc, z powodu małej ilości farszu, udało nam się zrobić tylko dziesięć, wrzuciłam je do wody i zostawiłam na gazie. W tym czasie usiedliśmy z Niallem na dużym parapecie w kuchni i zaczęliśmy wspominać dawne czasy, a potem opowiadaliśmy sobie o tym, jak wyglądało nasze życie po wyjeździe blondyna. Co chwilę któreś z nas wybuchało śmiechem. Dowiedziałam się o zauroczeniu chłopaka w jednej ze statystek na planie ich teledysku, o jego niedoszłym związku z Amy, moją znajomą z Mullingar, a jego przyjaciółką, i o innych sprawach i sytuacjach dotyczących jego zespołu. Za to Niall dowiedział się o tym, jak mój pierwszy poważny związek rozpadł się przez plotkujące koleżanki, o moich pierwszych szkolnych zawodach w piłce nożnej..
-Serio? Przegrałyście 20:0!? I to ty stałaś na bramce? - zapytał zwijając się ze śmiechu.
-[ITP] miała stać na bramce, ale się rozchorowała i rodzice nie chcieli jej puścić na zawody, więc w ostatniej chwili poprosili mnie. A ja, głupia, sądziłam, że skoro mnie wybrali to muszę być dobra i że to moja wielka szansa. Nic bardziej mylnego. Zrobiłam z siebie idiotkę i tyle. - uśmiechnęłam się krzywo na wspomnienie tamtego dnia.
Patrzyłam się na Nialla pochłaniającego w zaskakującym tempie pieroga za pierogiem. Najwyraźniej zauważył, że się mu przyglądam, bo powiedział:
-[ITM] miała rację. twoje pierogi są genialne. - wskazał na mnie widelcem.
Uśmiechnęłam się lekko, jednak chłopak nie spuszczał ze mnie wzroku. Tkwiliśmy tak przez chwilę, aż w pewnym momencie włączyła się automatyczna sekretarka na telefonie domowym
"Hej Słońce! - po kuchni rozniósł się głos mamy. - Będziemy z tatą za jakąś godzinę, właśnie wyjechaliśmy. A tak poza tym, to jak minęło popołudnie z Niallem? Jest naprawdę uroczym chłopakiem i myślę, że coś z was kiedyś będzie." I koniec wiadomości.
Chrząknęłam i spuściłam nieco głowę. Niall uśmiechał się szeroko, a ja czułam się niezręcznie. Na szczęście zadzwonił telefon chłopaka. Na szczęście? Chłopak nadal się na mnie patrzył wyglądało na to, że nie ma zamiaru odebrać telefonu.
-Odbierzesz? - zapytałam i podniosłam jedną brew.
-Przepraszam na chwilę. - powiedział i wstał od stołu.
Po chwili wrócił.
-[TI], dzwoniły do mnie chłopaki, że za godzinę mamy jakąś lekcję śpiewu, więc powinienem się zbierać. - uśmiechnął się przepraszająco.
Zeskoczyłam z lady.
-Mogłabyś mnie odprowadzić do drzwi? - zapytał.
-No jasne. - uśmiechnęłam się.
-Dziękuję za miło spędzone popołudnie. - powiedział, kiedy byliśmy już pod drzwiami.
-To ja ci dziękuję. - odwzajemniłam uśmiech i podeszłam do Nialla bliżej tak, że niemal stykaliśmy się ciałami. W chwilę później pociągnęłam za klamkę i otworzyłam drzwi.
-To cześć. - odwrócił się. Chciałam już zamknąć za chłopakiem drzwi, jednak ten odwrócił się i przytrzymawszy nogą drzwi i otworzył je nieco.
-Zapomniałem o czymś. - uśmiechnął się nieśmiało, po czym zbliżył się do mnie i delikatnie musnął swoimi wargami mój policzek. Moje serce zaczęło bić tak, jakby miało mi wyskoczyć z piersi. Poczułam, że się rumienię. Niall odsunął się trochę i spojrzał na mnie.
A potem, bez słowa, poszedł.
Jednak wiecie co? Czułam, że to nie było nasze ostatnie spotkanie.
I nie myliłam się.
_______________________________________________________________
Tak więc, ostatnia część tego imagina (: nieco okrojona i może niezbyt szczegółowa, bo historia będzie kontynuowana w osobnym opowiadaniu, które powinnam zacząć publikować za niedługo.
Jeszcze raz, dziękuję za każde wejście.
~Olly x
[ITM] - imię Twojej mamy
____________________________________________________________
-Dziękuję za miło spędzony wieczór. - uśmiechnęłam się.
-To ja ci dziękuję. - Niall podszedł do mnie bliżej tak, że niemal stykaliśmy się ciałami. Moje serce zaczęło bić tak, jakby zaraz miało mi wyskoczyć z piersi. W chwilę potem usłyszałam, że Niall ciągnie za klamkę i poczułam, że ściana za mną się odsuwa. No tak, chłopak po prostu otworzył drzwi a ja z wrażenia o mało się nie przewróciłam.
-[TI], ale z ciebie idiotka. - mruknęłam do siebie zaraz po otworzeniu oczu. Śniłam o Niallu. Co jeszcze nie było najgorszą rzeczą. Najgorsze w tym wszystkim było to, że śniło mi się, że byliśmy na randce.
Spojrzałam na wyświetlacz w telefonie. Była dopiero siódma, więc położyłam się z powrotem i zasnęłam. Tym razem obyło się bez tego typu snów. W sumie, to nic mi się nie śniło.
Obudziłam się, jak sądzę, nieco później niż zamierzałam. Byłam przytulona do szarej poduszki, a zaraz potem dotarł do mnie zapach ślicznych męskich perfum.
Męskich perfum?
Pewnie dzisiaj rano mama znowu zajęła tacie łazienkę i ten skorzystał z mojej.
Przytuliłam się mocniej do poduszki.
Chwila moment.
Dlaczego ta poduszka unosiła się i opadała równo z moim oddychaniem?
Nieco zdezorientowana podniosłam głowę i przysięgam, spaliłam buraka.
-O matko, Niall, co ty tu robisz? - natychmiast oprzytomniałam.
-Mówiłem, że się jeszcze spotkamy. -uśmiechnął się. - Poza tym, [ITM] mnie zaprosiła.
Serio mamo?
-I powiedziała, że robisz genialne pierogi.
No tak, wczorajsze zamówienie.
-Poczekaj chwilę, to trochę się ogarnę i najwyżej coś wykombinujemy. - posłałam mu, mam nadzieję, swój najładniejszy uśmiech.
-Ślicznie się uśmiechasz. - wyszczerzył się.
-Ale słodzisz. - rzuciłam w niego poduszką.
Poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, zrobiłam lekki makijaż. Założyłam na siebie sprane rurki i starą kraciastą koszulę taty. Ot, mój niedzielny strój. Nigdy nie sądziłam, żebym wyglądała w nim zjawiskowo, bo nawet mi na tym nie zależało. Aż do dzisiaj. Przed wyjściem z łazienki spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i mimowolnie się do siebie uśmiechnęłam. Wyglądałam pięknie. Przynajmniej tak się czułam.
-Idziemy? - zapytałam blondyna, który w dalszym ciągu siedział na moim łóżku w takiej samej pozycji, w jakiej widziałam go ostatnio. Zupełnie jakby się przez ten czas nie ruszał. Na mój widok ożywił się.
-Jasne. - uśmiechnął się i wstał z łóżka, po czym oboje zeszliśmy na dół, do kuchni.
Niall od razu podszedł do lodówki i otworzył ją. Zaśmiałam się cicho.
-Przepraszam za ten nietakt, ale twoja mama powiedziała, że.. - zaczął trochę zakłopotany.
-Nic się nie dzieje Niall. - przerwałam mu. - Skoro już jesteś w lodówce to wyciągnij mi jajka i ser biały.
-Tak jest.
W chwilę później ja mieszałam farsz, a Niall ugniatał ciasto. Jeść to może i on lubił i podobno nie miał w tym sobie równych, ale o gotowaniu, a nawet o tym, jak ugniatać ciasto, nie miał żadnego pojęcia i żeby odwrócić od tego uwagę opowiadał mi o śmiesznych sytuacjach, jakie spotykały go w czasie trasy koncertowej i o wygłupach pozostałych chłopaków.
-Okej, Niall, zamieńmy się, bo chyba coś to ci nie idzie. - zaśmiałam się i zabrałam mu deskę z ciastem, a w zamian podałam mu miseczkę z farszem.
-Ranisz mnie [TI]. - udał smutnego. Spojrzałam na blondyna. Jego wyraz twarzy był komiczny. Wybuchnęłam śmiechem. Chłopak w chwilę potem też. - A tak poważnie, to ja nie mam pojęcia o gotowaniu. Żadnego. Ani trochę.
-Hej, Niall, spróbuj, czy nie powinnam tego jeszcze doprawić. - chciałam podać mu łyżeczkę z farszem do spróbowania, jednak zrobiłam to tak zamaszyście, że łyżeczka trafiła na koszulkę Irlandczyka. - Oops, przepraszam.
Niall nic mi nie odpowiedział, tylko ze śmiertelnym wyrazem twarzy sięgnął po łyżeczkę leżącą w pojemniku na ladzie, nabrał na nią trochę farszu, po czym zrobił to, co przed chwilą ja niechcący jemu. Udałam oburzoną i znowu przejechałam łyżeczką po jego koszulce. A on zrobił mi to samo. W końcu byliśmy cali brudni od farszu, który znajdował się nawet na naszych twarzach.
Przy lepieniu pierogów blondyn przyglądał mi się bez słowa. Po pewnym czasie jednak podszedł do mnie, stanął za mną i delikatnie pocałował mnie w policzek. Przeszedł mnie zdradziecki dreszcz.
-A jeżeli chodzi o ten farsz, to jest idealny. - powiedział jak gdyby nigdy nic i odsunęwszy się ode mnie, wziął ostatni kawałek ciasta z farszem i zaczął lepić pieroga.
Po ulepieniu pierogów, których, nawiasem mówiąc, z powodu małej ilości farszu, udało nam się zrobić tylko dziesięć, wrzuciłam je do wody i zostawiłam na gazie. W tym czasie usiedliśmy z Niallem na dużym parapecie w kuchni i zaczęliśmy wspominać dawne czasy, a potem opowiadaliśmy sobie o tym, jak wyglądało nasze życie po wyjeździe blondyna. Co chwilę któreś z nas wybuchało śmiechem. Dowiedziałam się o zauroczeniu chłopaka w jednej ze statystek na planie ich teledysku, o jego niedoszłym związku z Amy, moją znajomą z Mullingar, a jego przyjaciółką, i o innych sprawach i sytuacjach dotyczących jego zespołu. Za to Niall dowiedział się o tym, jak mój pierwszy poważny związek rozpadł się przez plotkujące koleżanki, o moich pierwszych szkolnych zawodach w piłce nożnej..
-Serio? Przegrałyście 20:0!? I to ty stałaś na bramce? - zapytał zwijając się ze śmiechu.
-[ITP] miała stać na bramce, ale się rozchorowała i rodzice nie chcieli jej puścić na zawody, więc w ostatniej chwili poprosili mnie. A ja, głupia, sądziłam, że skoro mnie wybrali to muszę być dobra i że to moja wielka szansa. Nic bardziej mylnego. Zrobiłam z siebie idiotkę i tyle. - uśmiechnęłam się krzywo na wspomnienie tamtego dnia.
Patrzyłam się na Nialla pochłaniającego w zaskakującym tempie pieroga za pierogiem. Najwyraźniej zauważył, że się mu przyglądam, bo powiedział:
-[ITM] miała rację. twoje pierogi są genialne. - wskazał na mnie widelcem.
Uśmiechnęłam się lekko, jednak chłopak nie spuszczał ze mnie wzroku. Tkwiliśmy tak przez chwilę, aż w pewnym momencie włączyła się automatyczna sekretarka na telefonie domowym
"Hej Słońce! - po kuchni rozniósł się głos mamy. - Będziemy z tatą za jakąś godzinę, właśnie wyjechaliśmy. A tak poza tym, to jak minęło popołudnie z Niallem? Jest naprawdę uroczym chłopakiem i myślę, że coś z was kiedyś będzie." I koniec wiadomości.
Chrząknęłam i spuściłam nieco głowę. Niall uśmiechał się szeroko, a ja czułam się niezręcznie. Na szczęście zadzwonił telefon chłopaka. Na szczęście? Chłopak nadal się na mnie patrzył wyglądało na to, że nie ma zamiaru odebrać telefonu.
-Odbierzesz? - zapytałam i podniosłam jedną brew.
-Przepraszam na chwilę. - powiedział i wstał od stołu.
Po chwili wrócił.
-[TI], dzwoniły do mnie chłopaki, że za godzinę mamy jakąś lekcję śpiewu, więc powinienem się zbierać. - uśmiechnął się przepraszająco.
Zeskoczyłam z lady.
-Mogłabyś mnie odprowadzić do drzwi? - zapytał.
-No jasne. - uśmiechnęłam się.
-Dziękuję za miło spędzone popołudnie. - powiedział, kiedy byliśmy już pod drzwiami.
-To ja ci dziękuję. - odwzajemniłam uśmiech i podeszłam do Nialla bliżej tak, że niemal stykaliśmy się ciałami. W chwilę później pociągnęłam za klamkę i otworzyłam drzwi.
-To cześć. - odwrócił się. Chciałam już zamknąć za chłopakiem drzwi, jednak ten odwrócił się i przytrzymawszy nogą drzwi i otworzył je nieco.
-Zapomniałem o czymś. - uśmiechnął się nieśmiało, po czym zbliżył się do mnie i delikatnie musnął swoimi wargami mój policzek. Moje serce zaczęło bić tak, jakby miało mi wyskoczyć z piersi. Poczułam, że się rumienię. Niall odsunął się trochę i spojrzał na mnie.
A potem, bez słowa, poszedł.
Jednak wiecie co? Czułam, że to nie było nasze ostatnie spotkanie.
I nie myliłam się.
_______________________________________________________________
Tak więc, ostatnia część tego imagina (: nieco okrojona i może niezbyt szczegółowa, bo historia będzie kontynuowana w osobnym opowiadaniu, które powinnam zacząć publikować za niedługo.
Jeszcze raz, dziękuję za każde wejście.
~Olly x
piątek, 11 stycznia 2013
#3 Harry
Więc, po kilku dniach nieobecności wracam z nowym imaginem. Trochę innym, żeby dać Wam do przeczytania coś, w czym nie ma Nialla. Absolutnie kocham naszego farbowanego blondyna i muszę się pilnować, żeby nie pisać tylko o nim :D. Więc dzisiejszy imagin, tak jak widać w tytule, będzie o Harrym.
Ze specjalną dedykacją dla mojej kochanej Leyd ! Wiem, kochana, że długo na niego czekałaś. Miałam już od dawna na niego pomysł. Ba, miałam wiele pomysłów, ale nie mogłam sklecić żadnego zdania. ENJOY ! x
___________________________________________________________
Harry.
Chłopak, z którym widziałam się niemal codziennie, właściwie go znałam, a jednak nigdy nie rozmawialiśmy na tematy inne, niż jego zespół. Okazjonalnie. Bo od pewnego czasu zaczęłam go unikać, nieco wystraszona. Wystraszona tym, co zaczęło się dziać w moim sercu na widok chłopaka. Mijając go choćby w drzwiach, kiedy odwiedzałam swoją koleżankę mieszkającą w tej samej klatce co on, moje serce waliło jak oszalałe. Nie wspominając już o tym, co się działo, kiedy słyszałam jego głos. Albo, co lepsza, kiedy mówił do mnie. Boże, [TI]. Jestem idiotką.
Idiotką zadurzoną w Harrym Stylesie.
O matko.
Mieszkałam w Londynie od niedawna, razem z trzema przyjaciółkami. Spełniłam jedno ze swoich największych marzeń jakim był wyjazd do Londynu. I poznanie chłopców z One Direction. Co też się udało. 2/5. Poznałam Harry'ego i Louisa, którzy mieli swoje mieszkanie na sąsiedniej ulicy.
-[TI], jesteś pewna, że sobie poradzisz? - zapytała jeszcze [ITP1] kierująca się w stronę drzwi ze swoją ogromną, bordową walizką. Odwróciła się do mnie i westchnęła. Czasami zastanawiałam się, skąd ona ma tyle siły, żeby ciągnąć ze sobą tą walizkę.
Taksówkarz zatrąbił.
-[ITP]! - zawołały wspólnie [ITP2] i [ITP3].
-Jestem pewna, leć, bo ktoś tam się niecierpliwi. - uśmiechnęłam się i przytuliłyśmy się ostatni raz tego dnia.
W chwilę potem zniknęła za masywnymi drewnianymi drzwiami.
No to zostałaś sama, [TI].
Dziewczyny wyjechały na weekend do Dublina i chciały też zabrać mnie, ale uparłam się, że zostanę. Miałam masę zaległości na uczelni i czułam, że powinnam to nadrobić, bo za tydzień miały być zaliczenia na koniec semestru.
Zatem, od razu po zamknięciu drzwi za [ITP1] poszłam do salonu, gdzie już wcześniej przygotowałam swoje książki. Jeszcze przed wyjazdem dziewczyn wydawało mi się, że jest ich o wiele mniej. No cóż.
Westchnęłam i usiadłam na kanapie. Zamykając oczy sięgnęłam po macoszemu po jakąś książkę. Matematyka, fizyka albo francuski. Naprawdę, było mi szczerze obojętne to, co wybiorę. Chciałam te przedmioty tylko zaliczyć i jak najszybciej o nich zapomnieć.
Moja ręka w końcu dotknęła jakieś książki. Wzięłam ją i otworzyłam oczy.
Francuski.
Jęknęłam. Nienawidziłam francuskiego. Bardziej niż fizyki, serio.
Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Obudziły mnie jakieś głosy na klatce i głośne kroki również stamtąd dochodzące. W chwilę potem rozległo się pukanie do drzwi. Wzdrygnęłam się.
Przetarłam oczy i podeszłam do drzwi po czym trzeźwo je otworzyłam. Stała za nimi pani MacLauglin.
-[TI], widzę, że spałaś i pewnie nie słyszałaś tego, co od 10 minut wyprawia się na klatce, ale jakiś młodzieniec cały czas plącze się po klatce i pyta o ciebie. - powiedziała.
Za chwilę na klatce otworzyły drzwi do mieszkania pani Rose, z których wyszła wyraźnie zdenerwowana córka właścicielki mieszkania.
-Na litość boską, [TI], jest druga w nocy, a ten twój sławny Loczek, Lokers, czy jak wy tam go nazywacie, szlaja się po naszej klatce i puka od drzwi do drzwi pytając się o ciebie. Znajdź go i z nim pogadaj, do cholery. Dzieci mi się przez was obudziły.
Po czym z impetem zamknęła drzwi. Przeprosiłam panią MacLaughlin i wyszłam z mieszkania w poszukiwaniu Harry'ego. Nie musiałam długo go szukać. Siedział na schodach prowadzących do parteru bloku.
-[TI]! - krzyknął i wstał. Zatoczył się, jednak w porę do niego dobiegłam i go przytrzymałam. Zatkałam mu usta ręką.
-Ciszej. - szepnęłam.
-Wresz.. wresz.. wreszcie cię zzzzzznalazłem. - powiedział spokojniej.
-Hazza, przecież ty jesteś pijany!
-Wiem. - uśmiechnął się szeroko. - Ale muszę ci cccoś powiedzzzieć.
Pijany Harry też jest uroczy. Ogarnij się [TI], pomyślałam.
-To zapraszam do siebie. - powiedziałam i wziąwszy go pod ramię, zaczęliśmy wychodzić na piętro.
Kiedy weszliśmy do mieszkania, pokazałam Harry'emu gdzie jest salon, a sama zamknęłam drzwi i włączyłam światło.
-A więc słucham. - powiedziałam wchodząc do pokoju.
Harry jednak leżał na kanapie i zdążył już zasnąć. Sięgnęłam po złożony koc znajdujący się pod jego nogami i przykryłam chłopaka, nieco go przy tym trąciwszy. Loczek poruszył się, otworzył oczy i chwycił moją dłoń.
-[TI], ja ci tylko chciałem powiedzieć, że się w tobie zakochałem. - uśmiechnął się i puściwszy moją rękę z powrotem zasnął.
-Ja w tobie też, Harry. - uśmiechnęłam się szeroko i tanecznym krokiem poszłam do sypialni. Mój entuzjazm jednak ulotnił się tak szybko, jak się pojawił. Przecież Harry był pijany. Pewnie nie był świadomy tego, co mówi.
Przed zaśnięciem spojrzałam jeszcze na swój telefon. Był jeden sms od [ITP].
"Okej, dojechałyśmy jakąś godzinę temu. [TI], żałuj, że Cię tu nie ma. Nawet sobie nie wyobrażasz, jakim ciachem jest lokaj w hotelu !x"
Zaśmiałam się cicho. No tak, cała [ITP].
Obudziłam się następnego dnia czując, że jestem do kogoś przytulona. Odwróciłam lekko głowę i zobaczyłam loki nieco opadające na moje włosy. Serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Od ilu godzin tak leżeliśmy?
-Ale się czymś denerwujesz, złotko. - mruknął mi do ucha, co doprowadziło do tego, że to bicie serca tylko przyśpieszyło, a mnie przeszedł zdradziecki dreszcz. - Chciałbym ci powiedzieć, że to co ci wczoraj powiedziałem.. ten tego, no.. - kontynuował wolno.
-Wiem, Harry, nie musisz się tłumaczyć, rozumiem cię. Byłeś po prostu pijany i tyle. - weszłam mu w słowo.
-..było prawdą. - dokończył.
Przez następne pięć minut tkwiliśmy tak w ciszy.
-Pijany człowiek mówi trzeźwe myśli. - powiedział, przerywając ciszę. Założył pasemko moich włosów za ucho, żeby odsłonić moją twarz.
Odwróciłam się szybko i od razu trafiłam swoimi ustami na usta Loczka. Chciałam się odsunąć, jednak chłopak wpił się w moje usta. Obrócił się tak, że był nade mną, wspierał się na łokciach.
W kilka minut później leżeliśmy obok siebie pod kołdrą zupełnie nadzy. Do niczego jednak nie doszło, bo chociaż nic nie mówiłam, Harry widocznie stwierdził, że jeszcze nie jestem gotowa na taki ruch z jego strony.
-[TI], masz zamiar się odezwać? - zapytał.
-Odwzajemniam twoje uczucia. - powiedziałam poważnie. Kurczę, [TI], skąd ty wytrzasnęłaś takie zdanie?, zastanowiłam się. - I nawet sobie nie wyobrażasz w jakim stopniu i od kiedy! - pisnęłam i wtuliłam się w tors chłopaka. Uśmiechnął się szeroko pokazując swoje dołeczki i zaczął badać opuszkiem swojego kciuka każdy fragment mojego ciała, do którego dosięgnął, a na końcu sięgnął po moje kujonki znajdujące się na szafce nocnej za nim, założył je i złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
-Podobasz mi się od momentu, kiedy zaczęłaś do mnie tweetować. - powiedział. Może te słowa wydają Wam się banalne, jednak dla mnie były to najromantyczniejsze słowa jakie kiedykolwiek usłyszałam.
-I jeszcze coś. - mruknął.
-Tak?
-Je vais vous aider en français.
Zrozumiałam jego słowa.
-Oddasz mi moje okulary? - zapytałam się go, kiedy wychodził. Cały czas miał je na sobie.
-Niech się zastanowię.. - zrobił teatralną pauzę. - Nie. - wyszczerzył się i wybiegł z mojego mieszkania.
Dzień zaliczenia. Proszę o dopuszczający. Więcej do szczęścia nie jest mi potrzebne, naprawdę. Siedziałam na przerwie pod klasą denerwując się, a obok mnie siedziały [ITP1], [ITP2] i [ITP3]. Wkrótce zadzwonił dzwonek sygnalizujący początek lekcji. A raczej początek mojego końca. Weszłam do sali i zajęłam swoje miejsce nie zwracając większej uwagi na chłopaka w czarnej czapce siedzącego w pierwszej ławce. Pewnie jakiś nowy uczeń. Usłyszałam jakieś szepty dziewcząt z drugiej ławki, jednak chłopak ani drgnął. W chwilę później do sali wszedł nasz nauczyciel języka francuskiego.
-Chciałbym wam powiedzieć, że muszę wyjść na dziesięć minut i na ten czas zostawiam was z zastępcą. Aha, [TI]. Ktoś chciał cię zwolnić z lekcji i możesz iść, tylko najpierw masz zaliczyć ten materiał. Pan cię przepyta. Wracam za 10 minut. - żartobliwie pogroził całej klasie palcem po czym wyszedł.
Po chwili z ławki podniosła się Czarna Czapka i nie odwracając się do nas skierował się w stronę tablicy. W sali rozniosły się szepty. Szept, który dosłownie w dwie sekundy później zamienił się w dziewczęcy pisk. Podniosłam wzrok znad podręcznika i zobaczyłam szeroko uśmiechającego się Hazzę z moimi okularami na nosie. Pokazał gestem dłoni, żeby dziewczyny się uspokoiły.
-A więc, zostawiono was ze mną na 10 minut. Myślę, że jak dobrze pójdzie, to jeszcze się spotkamy, bo wasz nauczyciel francuskiego jest moim wujkiem. - Harry zaczął chodzić po klasie i słychać było ciche westchnienia. - Dzisiaj jestem tutaj na chwilę, bo przyszedłem tu z pewną misją. - patrzył wnikliwym wzrokiem na każdą osobę, obok której przechodził. - Wasza koleżanka, [TI], ma coś do zaliczenia. - popatrzył na mnie i mrugnął.
[ITP2] parsknęła śmiechem.
-Od skojarzeń tutaj jestem ja. - popatrzył na moją przyjaciółkę. W klasie rozległ się śmiech.
-Więc poproszę [TI] ze mną. - powiedział starając się być poważny i wyciągnął do mnie rękę. Chwyciłam ją niepewnie i ruszyliśmy razem pod tablicę.
Zanim się zorientowałam Harry zaczął do mnie mówić po francusku używając słówek i zwrotów, które miałam zaliczyć, a ja, jakby nigdy nic mu odpowiadałam i wydawało mi się, że idzie mi to całkiem sprawnie. Aż w pewnym momencie powiedział coś, czego nie zrozumiałam.
-On mówi, że to on cię zwalnia z zajęć i czy zgodzisz się z nim gdzieś wyskoczyć. - krzyknęła do mnie [ITP2] ze śmiechem. Ona i jej skojarzenia.
-Hej, koleżanka dobrze mówi! - zaśmiał się Harry. - Dostajesz punkty za aktywność, a co do klasy to na zadanie domowe zostawcie u pana Grimmsa swoje adresy email. Jesteście strasznie sympatyczną klasą. I lubię wasze skojarzenia. - spojrzał na [ITP2]. Wszyscy się zaśmiali. - Więc, jak, [TI], idziemy? - zapytał.
-Jasne. - uśmiechnęłam się, a on zdjął moje okulary i założył mi je, po czym delikatnie pocałował mnie w policzek. Wśród gwizdów i oklasków, wyszliśmy z klasy.
Pojechaliśmy do mieszkania Harry'ego. Już od progu chłopak zaczął mnie zachłannie całować i mówić w między czasie do mnie jakieś słowa po francusku, jednak tym razem w ogóle go nie zrozumiałam, więc z ze śmiechem odpowiadałam: oui, oui. Zaprowadził mnie do łazienki, gdzie pierwszą rzeczą, która mi się rzuciła w oczy, była ogromna wanna pełna wody, piany i różnokolorowych płatków róż. Oderwałam się od Hazzy, żeby nacieszyć wzrok tym widokiem.
-Wchodzisz, czy mam być sam? - zaśmiał się. Odwróciłam się.
Stał za mną w swoich bokserkach.
-Wchodzę. - uśmiechnęłam się.
Ze specjalną dedykacją dla mojej kochanej Leyd ! Wiem, kochana, że długo na niego czekałaś. Miałam już od dawna na niego pomysł. Ba, miałam wiele pomysłów, ale nie mogłam sklecić żadnego zdania. ENJOY ! x
___________________________________________________________
Harry.
Chłopak, z którym widziałam się niemal codziennie, właściwie go znałam, a jednak nigdy nie rozmawialiśmy na tematy inne, niż jego zespół. Okazjonalnie. Bo od pewnego czasu zaczęłam go unikać, nieco wystraszona. Wystraszona tym, co zaczęło się dziać w moim sercu na widok chłopaka. Mijając go choćby w drzwiach, kiedy odwiedzałam swoją koleżankę mieszkającą w tej samej klatce co on, moje serce waliło jak oszalałe. Nie wspominając już o tym, co się działo, kiedy słyszałam jego głos. Albo, co lepsza, kiedy mówił do mnie. Boże, [TI]. Jestem idiotką.
Idiotką zadurzoną w Harrym Stylesie.
O matko.
Mieszkałam w Londynie od niedawna, razem z trzema przyjaciółkami. Spełniłam jedno ze swoich największych marzeń jakim był wyjazd do Londynu. I poznanie chłopców z One Direction. Co też się udało. 2/5. Poznałam Harry'ego i Louisa, którzy mieli swoje mieszkanie na sąsiedniej ulicy.
-[TI], jesteś pewna, że sobie poradzisz? - zapytała jeszcze [ITP1] kierująca się w stronę drzwi ze swoją ogromną, bordową walizką. Odwróciła się do mnie i westchnęła. Czasami zastanawiałam się, skąd ona ma tyle siły, żeby ciągnąć ze sobą tą walizkę.
Taksówkarz zatrąbił.
-[ITP]! - zawołały wspólnie [ITP2] i [ITP3].
-Jestem pewna, leć, bo ktoś tam się niecierpliwi. - uśmiechnęłam się i przytuliłyśmy się ostatni raz tego dnia.
W chwilę potem zniknęła za masywnymi drewnianymi drzwiami.
No to zostałaś sama, [TI].
Dziewczyny wyjechały na weekend do Dublina i chciały też zabrać mnie, ale uparłam się, że zostanę. Miałam masę zaległości na uczelni i czułam, że powinnam to nadrobić, bo za tydzień miały być zaliczenia na koniec semestru.
Zatem, od razu po zamknięciu drzwi za [ITP1] poszłam do salonu, gdzie już wcześniej przygotowałam swoje książki. Jeszcze przed wyjazdem dziewczyn wydawało mi się, że jest ich o wiele mniej. No cóż.
Westchnęłam i usiadłam na kanapie. Zamykając oczy sięgnęłam po macoszemu po jakąś książkę. Matematyka, fizyka albo francuski. Naprawdę, było mi szczerze obojętne to, co wybiorę. Chciałam te przedmioty tylko zaliczyć i jak najszybciej o nich zapomnieć.
Moja ręka w końcu dotknęła jakieś książki. Wzięłam ją i otworzyłam oczy.
Francuski.
Jęknęłam. Nienawidziłam francuskiego. Bardziej niż fizyki, serio.
Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Obudziły mnie jakieś głosy na klatce i głośne kroki również stamtąd dochodzące. W chwilę potem rozległo się pukanie do drzwi. Wzdrygnęłam się.
Przetarłam oczy i podeszłam do drzwi po czym trzeźwo je otworzyłam. Stała za nimi pani MacLauglin.
-[TI], widzę, że spałaś i pewnie nie słyszałaś tego, co od 10 minut wyprawia się na klatce, ale jakiś młodzieniec cały czas plącze się po klatce i pyta o ciebie. - powiedziała.
Za chwilę na klatce otworzyły drzwi do mieszkania pani Rose, z których wyszła wyraźnie zdenerwowana córka właścicielki mieszkania.
-Na litość boską, [TI], jest druga w nocy, a ten twój sławny Loczek, Lokers, czy jak wy tam go nazywacie, szlaja się po naszej klatce i puka od drzwi do drzwi pytając się o ciebie. Znajdź go i z nim pogadaj, do cholery. Dzieci mi się przez was obudziły.
Po czym z impetem zamknęła drzwi. Przeprosiłam panią MacLaughlin i wyszłam z mieszkania w poszukiwaniu Harry'ego. Nie musiałam długo go szukać. Siedział na schodach prowadzących do parteru bloku.
-[TI]! - krzyknął i wstał. Zatoczył się, jednak w porę do niego dobiegłam i go przytrzymałam. Zatkałam mu usta ręką.
-Ciszej. - szepnęłam.
-Wresz.. wresz.. wreszcie cię zzzzzznalazłem. - powiedział spokojniej.
-Hazza, przecież ty jesteś pijany!
-Wiem. - uśmiechnął się szeroko. - Ale muszę ci cccoś powiedzzzieć.
Pijany Harry też jest uroczy. Ogarnij się [TI], pomyślałam.
-To zapraszam do siebie. - powiedziałam i wziąwszy go pod ramię, zaczęliśmy wychodzić na piętro.
Kiedy weszliśmy do mieszkania, pokazałam Harry'emu gdzie jest salon, a sama zamknęłam drzwi i włączyłam światło.
-A więc słucham. - powiedziałam wchodząc do pokoju.
Harry jednak leżał na kanapie i zdążył już zasnąć. Sięgnęłam po złożony koc znajdujący się pod jego nogami i przykryłam chłopaka, nieco go przy tym trąciwszy. Loczek poruszył się, otworzył oczy i chwycił moją dłoń.
-[TI], ja ci tylko chciałem powiedzieć, że się w tobie zakochałem. - uśmiechnął się i puściwszy moją rękę z powrotem zasnął.
-Ja w tobie też, Harry. - uśmiechnęłam się szeroko i tanecznym krokiem poszłam do sypialni. Mój entuzjazm jednak ulotnił się tak szybko, jak się pojawił. Przecież Harry był pijany. Pewnie nie był świadomy tego, co mówi.
Przed zaśnięciem spojrzałam jeszcze na swój telefon. Był jeden sms od [ITP].
"Okej, dojechałyśmy jakąś godzinę temu. [TI], żałuj, że Cię tu nie ma. Nawet sobie nie wyobrażasz, jakim ciachem jest lokaj w hotelu !x"
Zaśmiałam się cicho. No tak, cała [ITP].
Obudziłam się następnego dnia czując, że jestem do kogoś przytulona. Odwróciłam lekko głowę i zobaczyłam loki nieco opadające na moje włosy. Serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Od ilu godzin tak leżeliśmy?
-Ale się czymś denerwujesz, złotko. - mruknął mi do ucha, co doprowadziło do tego, że to bicie serca tylko przyśpieszyło, a mnie przeszedł zdradziecki dreszcz. - Chciałbym ci powiedzieć, że to co ci wczoraj powiedziałem.. ten tego, no.. - kontynuował wolno.
-Wiem, Harry, nie musisz się tłumaczyć, rozumiem cię. Byłeś po prostu pijany i tyle. - weszłam mu w słowo.
-..było prawdą. - dokończył.
Przez następne pięć minut tkwiliśmy tak w ciszy.
-Pijany człowiek mówi trzeźwe myśli. - powiedział, przerywając ciszę. Założył pasemko moich włosów za ucho, żeby odsłonić moją twarz.
Odwróciłam się szybko i od razu trafiłam swoimi ustami na usta Loczka. Chciałam się odsunąć, jednak chłopak wpił się w moje usta. Obrócił się tak, że był nade mną, wspierał się na łokciach.
W kilka minut później leżeliśmy obok siebie pod kołdrą zupełnie nadzy. Do niczego jednak nie doszło, bo chociaż nic nie mówiłam, Harry widocznie stwierdził, że jeszcze nie jestem gotowa na taki ruch z jego strony.
-[TI], masz zamiar się odezwać? - zapytał.
-Odwzajemniam twoje uczucia. - powiedziałam poważnie. Kurczę, [TI], skąd ty wytrzasnęłaś takie zdanie?, zastanowiłam się. - I nawet sobie nie wyobrażasz w jakim stopniu i od kiedy! - pisnęłam i wtuliłam się w tors chłopaka. Uśmiechnął się szeroko pokazując swoje dołeczki i zaczął badać opuszkiem swojego kciuka każdy fragment mojego ciała, do którego dosięgnął, a na końcu sięgnął po moje kujonki znajdujące się na szafce nocnej za nim, założył je i złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
-Podobasz mi się od momentu, kiedy zaczęłaś do mnie tweetować. - powiedział. Może te słowa wydają Wam się banalne, jednak dla mnie były to najromantyczniejsze słowa jakie kiedykolwiek usłyszałam.
-I jeszcze coś. - mruknął.
-Tak?
-Je vais vous aider en français.
Zrozumiałam jego słowa.
-Oddasz mi moje okulary? - zapytałam się go, kiedy wychodził. Cały czas miał je na sobie.
-Niech się zastanowię.. - zrobił teatralną pauzę. - Nie. - wyszczerzył się i wybiegł z mojego mieszkania.
Dzień zaliczenia. Proszę o dopuszczający. Więcej do szczęścia nie jest mi potrzebne, naprawdę. Siedziałam na przerwie pod klasą denerwując się, a obok mnie siedziały [ITP1], [ITP2] i [ITP3]. Wkrótce zadzwonił dzwonek sygnalizujący początek lekcji. A raczej początek mojego końca. Weszłam do sali i zajęłam swoje miejsce nie zwracając większej uwagi na chłopaka w czarnej czapce siedzącego w pierwszej ławce. Pewnie jakiś nowy uczeń. Usłyszałam jakieś szepty dziewcząt z drugiej ławki, jednak chłopak ani drgnął. W chwilę później do sali wszedł nasz nauczyciel języka francuskiego.
-Chciałbym wam powiedzieć, że muszę wyjść na dziesięć minut i na ten czas zostawiam was z zastępcą. Aha, [TI]. Ktoś chciał cię zwolnić z lekcji i możesz iść, tylko najpierw masz zaliczyć ten materiał. Pan cię przepyta. Wracam za 10 minut. - żartobliwie pogroził całej klasie palcem po czym wyszedł.
Po chwili z ławki podniosła się Czarna Czapka i nie odwracając się do nas skierował się w stronę tablicy. W sali rozniosły się szepty. Szept, który dosłownie w dwie sekundy później zamienił się w dziewczęcy pisk. Podniosłam wzrok znad podręcznika i zobaczyłam szeroko uśmiechającego się Hazzę z moimi okularami na nosie. Pokazał gestem dłoni, żeby dziewczyny się uspokoiły.
-A więc, zostawiono was ze mną na 10 minut. Myślę, że jak dobrze pójdzie, to jeszcze się spotkamy, bo wasz nauczyciel francuskiego jest moim wujkiem. - Harry zaczął chodzić po klasie i słychać było ciche westchnienia. - Dzisiaj jestem tutaj na chwilę, bo przyszedłem tu z pewną misją. - patrzył wnikliwym wzrokiem na każdą osobę, obok której przechodził. - Wasza koleżanka, [TI], ma coś do zaliczenia. - popatrzył na mnie i mrugnął.
[ITP2] parsknęła śmiechem.
-Od skojarzeń tutaj jestem ja. - popatrzył na moją przyjaciółkę. W klasie rozległ się śmiech.
-Więc poproszę [TI] ze mną. - powiedział starając się być poważny i wyciągnął do mnie rękę. Chwyciłam ją niepewnie i ruszyliśmy razem pod tablicę.
Zanim się zorientowałam Harry zaczął do mnie mówić po francusku używając słówek i zwrotów, które miałam zaliczyć, a ja, jakby nigdy nic mu odpowiadałam i wydawało mi się, że idzie mi to całkiem sprawnie. Aż w pewnym momencie powiedział coś, czego nie zrozumiałam.
-On mówi, że to on cię zwalnia z zajęć i czy zgodzisz się z nim gdzieś wyskoczyć. - krzyknęła do mnie [ITP2] ze śmiechem. Ona i jej skojarzenia.
-Hej, koleżanka dobrze mówi! - zaśmiał się Harry. - Dostajesz punkty za aktywność, a co do klasy to na zadanie domowe zostawcie u pana Grimmsa swoje adresy email. Jesteście strasznie sympatyczną klasą. I lubię wasze skojarzenia. - spojrzał na [ITP2]. Wszyscy się zaśmiali. - Więc, jak, [TI], idziemy? - zapytał.
-Jasne. - uśmiechnęłam się, a on zdjął moje okulary i założył mi je, po czym delikatnie pocałował mnie w policzek. Wśród gwizdów i oklasków, wyszliśmy z klasy.
Pojechaliśmy do mieszkania Harry'ego. Już od progu chłopak zaczął mnie zachłannie całować i mówić w między czasie do mnie jakieś słowa po francusku, jednak tym razem w ogóle go nie zrozumiałam, więc z ze śmiechem odpowiadałam: oui, oui. Zaprowadził mnie do łazienki, gdzie pierwszą rzeczą, która mi się rzuciła w oczy, była ogromna wanna pełna wody, piany i różnokolorowych płatków róż. Oderwałam się od Hazzy, żeby nacieszyć wzrok tym widokiem.
-Wchodzisz, czy mam być sam? - zaśmiał się. Odwróciłam się.
Stał za mną w swoich bokserkach.
-Wchodzę. - uśmiechnęłam się.
niedziela, 6 stycznia 2013
#2 Niall cz.2
Kilka minut później chłopcy zaczynali się zbierać. Pożegnałam się z każdym i wróciłam do kuchni, żeby, bądź co bądź, trochę odreagować. Niall powiedział, że mnie pamięta. Po tylu latach. Uśmiechnęłam się do siebie pod nosem i sprzątając bałagan, który gotując tu zostawiłam zaczęłam cicho śpiewać i poruszać się w rytm melodii przeze mnie śpiewanej. Po pewnym czasie odwróciłam się, żeby zanieść naczynia do zmywarki i wzdrygnęłam się nieco zobaczywszy niewysoką postać stojącą do mnie tyłem, sprzątającą równoległą ladę. Kontynuowałam jednak swoją poprzednią czynność dochodząc do wniosku, że ta osoba to nikt inny jak tylko moja mama. I tried playing it cool, but when I'm looking at you, I can't ever be brave, cause you make my heart race, zanuciłam. Nuciłam piosenkę One Direction? Hm, jeszcze nigdy tego nie robiłam. Zbytnio się tym jednak nie przejęłam i chciałam kontynuować, gdy nagle usłyszałam:
-Shout me out of the sky, you're my kryptonite.
Chwila moment. Moja mama wprawdzie lubiła One Direction i znała ich piosenki na pamięć, ale totalnie nie umiała śpiewać. I nie miała takiego akcentu. Odwróciłam się ponownie.
I stanęłam jak wryta.
Czy naprawdę byłam taka niespostrzegawcza, żeby przed chwilą nie zauważyć, że moja mama ma dłuższe włosy i nie ma takich dużych stóp? I nie ma białych conversów?
-Ładnie śpiewasz. - mruknął Niall jakby czując, że się mu przyglądam. Odwrócił się i szeroko uśmiechnął.
Czułam, że się zarumieniłam.
-I to nieprawda, że nie umiesz tańczyć. Stwierdzam, że jest aż wręcz przeciwnie.
No tak. W podstawówce cały czas wykręcałam się od chodzenia na dyskoteki pod pretekstem, że mam wtedy zajęcia dodatkowe, a poza tym nie umiem tańczyć. Ale to też pamiętał?
-Myślałam, że wyszedłeś razem z chłopakami. - powiedziałam szybko chcąc jak najszybciej zmienić temat. Uśmiechnęłam się lekko, żeby ukryć swoje zażenowanie.
-Bo wyszedłem. - odpowiedział spokojnie. No jasne, ja się tu zaraz spalę ze wstydu, a Niall zachowuje się jakby to co przed chwilą widział było całkiem normalne, a jego obecność tutaj nie była dla mnie czymś zaskakującym. - Ale wróciłem.
No co ty.
-Wróciłem, żeby złożyć jeszcze dwa zamówienia. - kontynuował widząc, że nie jestem w stanie niczego z siebie wydusić. - Mógłbym zamówić te pierogi ruskie na wynos? Są naprawdę świetne.
-Eee, okej. - uśmiechnęłam się zdezorientowana i sięgnęłam do zamrażarki w poszukiwaniu pierogów.
I nagle zgasło światło i został wyłączony prąd, sądząc po braku światła w zamrażarce.
-Cholera. - mruknęłam.
Usłyszałam cichy śmiech Nialla.
-A ty co taki wesoły? - zapytałam nieco zirytowana.
-Bo ten dzień podoba mi się coraz bardziej. Dowiedziałem się, że nasz nowy teledysk pobił rekord wyświetleń na YouTubie w zaledwie kilka godzin, zjadłem najlepszą kolację w swoim życiu, znalazłem cię, a teraz jeszcze mam okazję do tego, żeby spotkać się z tobą ponownie.
-Nie rozumiem?
Faktycznie nie rozumiałam o co chłopakowi chodziło.
Kiedy jednak się odwróciłam, Nialla już nie było.
_____________________________________________________________
I oto jest, część druga (: Chciałabym podziękować wszystkim, którzy czytają i komentują tego bloga. Jestem Wam bardzo wdzięczna :D
-Shout me out of the sky, you're my kryptonite.
Chwila moment. Moja mama wprawdzie lubiła One Direction i znała ich piosenki na pamięć, ale totalnie nie umiała śpiewać. I nie miała takiego akcentu. Odwróciłam się ponownie.
I stanęłam jak wryta.
Czy naprawdę byłam taka niespostrzegawcza, żeby przed chwilą nie zauważyć, że moja mama ma dłuższe włosy i nie ma takich dużych stóp? I nie ma białych conversów?
-Ładnie śpiewasz. - mruknął Niall jakby czując, że się mu przyglądam. Odwrócił się i szeroko uśmiechnął.
Czułam, że się zarumieniłam.
-I to nieprawda, że nie umiesz tańczyć. Stwierdzam, że jest aż wręcz przeciwnie.
No tak. W podstawówce cały czas wykręcałam się od chodzenia na dyskoteki pod pretekstem, że mam wtedy zajęcia dodatkowe, a poza tym nie umiem tańczyć. Ale to też pamiętał?
-Myślałam, że wyszedłeś razem z chłopakami. - powiedziałam szybko chcąc jak najszybciej zmienić temat. Uśmiechnęłam się lekko, żeby ukryć swoje zażenowanie.
-Bo wyszedłem. - odpowiedział spokojnie. No jasne, ja się tu zaraz spalę ze wstydu, a Niall zachowuje się jakby to co przed chwilą widział było całkiem normalne, a jego obecność tutaj nie była dla mnie czymś zaskakującym. - Ale wróciłem.
No co ty.
-Wróciłem, żeby złożyć jeszcze dwa zamówienia. - kontynuował widząc, że nie jestem w stanie niczego z siebie wydusić. - Mógłbym zamówić te pierogi ruskie na wynos? Są naprawdę świetne.
-Eee, okej. - uśmiechnęłam się zdezorientowana i sięgnęłam do zamrażarki w poszukiwaniu pierogów.
I nagle zgasło światło i został wyłączony prąd, sądząc po braku światła w zamrażarce.
-Cholera. - mruknęłam.
Usłyszałam cichy śmiech Nialla.
-A ty co taki wesoły? - zapytałam nieco zirytowana.
-Bo ten dzień podoba mi się coraz bardziej. Dowiedziałem się, że nasz nowy teledysk pobił rekord wyświetleń na YouTubie w zaledwie kilka godzin, zjadłem najlepszą kolację w swoim życiu, znalazłem cię, a teraz jeszcze mam okazję do tego, żeby spotkać się z tobą ponownie.
-Nie rozumiem?
Faktycznie nie rozumiałam o co chłopakowi chodziło.
Kiedy jednak się odwróciłam, Nialla już nie było.
_____________________________________________________________
I oto jest, część druga (: Chciałabym podziękować wszystkim, którzy czytają i komentują tego bloga. Jestem Wam bardzo wdzięczna :D
czwartek, 3 stycznia 2013
#1 Niall cz.1
Głośny, pikający dźwięk rozległ się w moim pokoju. Początkowo raz, potem coraz częściej. Nie, błagam, jeszcze nie teraz, pomyślałam. I tak minęło 10 minut spędzonych przeze mnie na usiłowaniu zignorowania budzika, którego nie chciało mi się wyłączyć, gdyż był na drugim końcu pokoju. Wiem, że to trochę nie logiczne, jednak ustawienie budzika z dala od łóżka miało motywować mnie do tego, żeby wstać. I nie oszukujmy się, do niczego mnie to nie motywowało, a tylko budziło wszystkich domowników. Po pewnym czasie leniwie wstałam przy okazji potykając się o książki i ubrania, które poprzedniego dnia zrzuciłam z łóżka nie myśląc o tym, żeby je gdzieś ułożyć, zrobić z nimi porządek. Podeszłam do telefonu i wyłączyłam budzik. Spojrzałam na wyświetlacz. "Sobota" - to pierwsze co rzuciło mi się w oczy. Jak to sobota? Czy naprawdę byłam aż tak głupia, żeby ustawiać alarm na 5:00 rano w sobotę, zważając na to, że zaczynam swoją zmianę w restauracji dopiero o 10? Silly [TI], delikatnie uderzyłam się w czoło otwartą dłonią.
Wiedząc, że i tak już nie zasnę, postanowiłam trochę ogarnąć swój pokój, a następnie siebie. Poszło o wiele sprawniej niż myślałam. Przy okazji znalazłam swój zeszyt do geografii, który zgubiłam w połowie semestru, więc przepisałam cały od nowa. Najlepsze było to, że przez cały czas był pod moją komodą.
Wyszłam z domu o ósmej. Pogoda tego dnia była naprawdę bardzo nietypowa dla północnej części Irlandii, miasta Mullingar. Słońce świeciło bardzo jasno na bezchmurnym niebie i wiał przyjemny, nieco chłodny wiatr. Co i tak nie zmieniało faktu, że było bardzo ciepło i chyba przesadziłam, ubierając tego dnia rurki, a do nich zabudowany botki. Nie chciało mi się jednak wracać do domu.
Moi rodzice prowadzili restaurację z polskimi daniami w centrum Mullingar. Przeprowadziliśmy się do Irlandii pięć lat temu, kiedy tata zrezygnował z posady kierownika w prestiżowej firmie kosmetycznej i w efekcie nie mógł znaleźć innej pracy, a w chwilę później zwolnili z niej mamę. Tylko, w odróżnieniu od taty, mama znalazła jakąś pracę, jednak jej zarobki nie wystarczyłyby na utrzymanie naszej rodziny. Najpierw tata zaproponował, że mógłby wyjechać do Wielkiej Brytanii i chwycić się jakieś pracy, bo tam podobno dobrze płacą. Byliśmy jednak zżytą rodziną i nie wyobrażałam sobie życia, ba, tygodnia bez taty, kiedy nigdzie nie wyjeżdżam ani nic. Więc wyprowadziliśmy się do Irlandii wszyscy razem, gdzie wkrótce rodzice postarali się o pieniądze państwowe na otworzenie restauracji. I udało się. Początkowo mała knajpka na obrzeżach Mullingar, która podbiła serca mieszkańców ów miasta i turystów, po roku restauracja w centrum miasta, a w chwili obecnej rodzice byli właścicielami sieci restauracji, z czego jedna nasza restauracja znajdowała się nawet w Dublinie. Mimo tak wielkiego sukcesu, nie wyprowadziliśmy się do stolicy. Rodzice zawsze mieli sentyment do miejsc, gdzie coś się zaczynało. Tak więc, pracując w restauracji położonej w centrum nie zapomnieli o swojej małej knajpce znajdującej się na obrzeżach naszego miasta. Często tam wpadali, żeby coś pomóc czy doradzić kierowniczce [ITP]. Która była zresztą moją najlepszą przyjaciółką.
Weszłam do restauracji i od razu zobaczyłam mamę i [ITP], które cały czas coś przestawiały i kłóciły się miedzy sobą.
-Hej, co jest? - zapytałam.
-[TI]! - zaczęła moja mama. Była naprawdę bardzo podekscytowana. - Zgadnij, kto dzisiaj złożył rezerwację na dzisiejszy wieczór!
-Nie mam pojęcia. - powiedziałam ubierając biały fartuch i spinając włosy w luźny kok.
Weszłam do restauracji i od razu zobaczyłam mamę i [ITP], które cały czas coś przestawiały i kłóciły się miedzy sobą.
-Hej, co jest? - zapytałam.
-[TI]! - zaczęła moja mama. Była naprawdę bardzo podekscytowana. - Zgadnij, kto dzisiaj złożył rezerwację na dzisiejszy wieczór!
-Nie mam pojęcia. - powiedziałam ubierając biały fartuch i spinając włosy w luźny kok.
-Chłopaki z One Direction! - krzyknęła [ITP].
Powiem szczerze, że mi też udzieliło się ich podekscytowanie, jednak nie dałam tego po sobie poznać. No bo pomyślcie. Czy gotowanie dla piątki najsławniejszych chłopaków na świecie nie było zaszczytem?
-O której mają tu być? - zapytałam trzeźwo.
-O 19. - powiedziała mama.
Miałyśmy więc bardzo dużo czasu.
Powiem szczerze, że mi też udzieliło się ich podekscytowanie, jednak nie dałam tego po sobie poznać. No bo pomyślcie. Czy gotowanie dla piątki najsławniejszych chłopaków na świecie nie było zaszczytem?
-O której mają tu być? - zapytałam trzeźwo.
-O 19. - powiedziała mama.
Miałyśmy więc bardzo dużo czasu.
Nie byłam wielką fanką One Direction, lubiłam zaledwie ich jedną piosenkę "Little Things" i uważałam, że są bardzo zabawni. Jednak nie należałam do tych 80% dziewczyn z Mullingar, które wprost szalały za Chłopakami i jarały się tym, że mieszkają w rodzinnym mieście Nialla Horana. Co do Nialla, to jak spora część miasta, miałam z nim do czynienia. Do czynienia.. Dziwnie to zabrzmiało. W każdym bądź razie chodzi mi o to, że znałam go z widzenia, kiedyś zamieniliśmy parę słów i nawet graliśmy razem w piłkę nożną, jednak nasze rozmowy ograniczały się do zwykłego "cześć", "co tam" i prostych zdań w podstawowych czasach. Przed udziałem w XFactorze mieszkał niedaleko [ITP], która była jego dobrą koleżanką ze szkoły. Te kilka lat temu wyglądaliśmy w swoim towarzystwie trochę zabawnie. Niall, choć starszy ode mnie o trzy lata, wyglądał na młodszego ode mnie, natomiast ja wyglądałam jak przerośnięta dwunastolatka. Jednak mimo swojego wzrostu, nie pamiętam, żeby ktokolwiek i kiedykolwiek naśmiewał się z farbowanego blondyna. Był zawsze bardzo miły i życzliwy. I czarujący. Naprawdę.
Czas strasznie mi się dłużył i szczerze powiedziawszy nie mogłam się doczekać, kiedy zobaczę chłopaka na żywo. Więc kiedy na dużym zegarze na ścianie na przeciwko baru wybiła mała wskazówka wskazała cyferkę "siedem" i [ITP] przyczepiła na drzwi tabliczkę z napisem : "Przepraszamy, lokal zarezerwowany" zaczęłam się plątać po kuchni w ogólnie nie mogąc sobie znaleźć miejsca.
I po chwili usłyszałam "Hello" wypowiadane przez pięć kolejnych głosów. Wśród nich rozpoznałam jeden, ten najbardziej charakterystyczny, moim zdaniem, głos z wyraźnie słyszalnym irlandzkim akcentem. Niall.
Po chwili przyszła do mnie mama przywieszając na tablicy korkowej zamówienie. Pierogi ruskie dwa razy, bigos pięć razy, raz schabowy, woda mineralna pięć razy i herbata zabielana raz. Zabielana herbata? Serio? Podziwiam osobę, która to wypije.
Dania roznosiła [ITP] i za każdym razem, kiedy ponownie przychodziła do kuchni, była czerwona ze śmiechu.
-Dobra, [TI], bo teraz jest tego więcej, więc weź i pomóż [ITP]. Po co ma chodzić kilka razy. - powiedziała mama.
Westchnęłam, wzięłam dania i idąc za wyższą ode mnie o dobre kilkanaście centymetrów [ITP] wyszłam z kuchni. To, że szła przede mną było plusem, bo przynajmniej mnie zasłaniała. Po chwili doszliśmy do stolika chłopców. Wyglądali zniewalająco, jeszcze lepiej niż na filmikach. Nie zachowywali się jednak tak, jak opisywały to directionerki w swoich imaginach, których kilka kiedyś przeczytałam. Zayn nie przeglądał się w lustrze, Louis się nie wydurniał. Okej, ale Niall faktycznie dużo jadł. Można było to stwierdzić zobaczywszy, że dojada pierogi za chłopaków. [ITP] położyła miski z bigosem przed Louisem, Zaynem i Liamem, a mi zostali Harry i Niall. Kiedy stawiałam przed Harrym jego porcję, nic, absolutnie nic się ze mną nie działo, jednak kiedy podeszłam do Nialla i zauważyłam, że się mi przygląda, poczułam, że moje nogi robią się jak z waty. Od samej obecności Nialla Horana? Oj, [TI] jest z tobą naprawdę źle, pomyślałam.
Czas strasznie mi się dłużył i szczerze powiedziawszy nie mogłam się doczekać, kiedy zobaczę chłopaka na żywo. Więc kiedy na dużym zegarze na ścianie na przeciwko baru wybiła mała wskazówka wskazała cyferkę "siedem" i [ITP] przyczepiła na drzwi tabliczkę z napisem : "Przepraszamy, lokal zarezerwowany" zaczęłam się plątać po kuchni w ogólnie nie mogąc sobie znaleźć miejsca.
I po chwili usłyszałam "Hello" wypowiadane przez pięć kolejnych głosów. Wśród nich rozpoznałam jeden, ten najbardziej charakterystyczny, moim zdaniem, głos z wyraźnie słyszalnym irlandzkim akcentem. Niall.
Po chwili przyszła do mnie mama przywieszając na tablicy korkowej zamówienie. Pierogi ruskie dwa razy, bigos pięć razy, raz schabowy, woda mineralna pięć razy i herbata zabielana raz. Zabielana herbata? Serio? Podziwiam osobę, która to wypije.
Dania roznosiła [ITP] i za każdym razem, kiedy ponownie przychodziła do kuchni, była czerwona ze śmiechu.
-Dobra, [TI], bo teraz jest tego więcej, więc weź i pomóż [ITP]. Po co ma chodzić kilka razy. - powiedziała mama.
Westchnęłam, wzięłam dania i idąc za wyższą ode mnie o dobre kilkanaście centymetrów [ITP] wyszłam z kuchni. To, że szła przede mną było plusem, bo przynajmniej mnie zasłaniała. Po chwili doszliśmy do stolika chłopców. Wyglądali zniewalająco, jeszcze lepiej niż na filmikach. Nie zachowywali się jednak tak, jak opisywały to directionerki w swoich imaginach, których kilka kiedyś przeczytałam. Zayn nie przeglądał się w lustrze, Louis się nie wydurniał. Okej, ale Niall faktycznie dużo jadł. Można było to stwierdzić zobaczywszy, że dojada pierogi za chłopaków. [ITP] położyła miski z bigosem przed Louisem, Zaynem i Liamem, a mi zostali Harry i Niall. Kiedy stawiałam przed Harrym jego porcję, nic, absolutnie nic się ze mną nie działo, jednak kiedy podeszłam do Nialla i zauważyłam, że się mi przygląda, poczułam, że moje nogi robią się jak z waty. Od samej obecności Nialla Horana? Oj, [TI] jest z tobą naprawdę źle, pomyślałam.
W chwilę później stanęłam przy barku i zaczęłam robić zabielaną herbatę. Podniosłam głowę, a wtedy zobaczyłam przed sobą Nialla przyglądającego się mi. Uśmiechnęłam się lekko i wróciłam do poprzedniej czynności.
I wtedy przyszła [ITP].
-Hej, Nialler, pamiętasz [TI]? - zapytała wesoło.
__________________________________________________________
Tadam :D i oto jest, mój pierwszy imagin w życiu, którego postanowiłam opublikować. Nie wiem, jak mi to wyszło, bo tak jak już wspomniałam, nigdy wcześniej nie pisałam imaginów (oprócz jednego z koleżanką, przez smsy :D), więc prosiłabym Was o komentarz (:
~Olly x
I wtedy przyszła [ITP].
-Hej, Nialler, pamiętasz [TI]? - zapytała wesoło.
__________________________________________________________
Tadam :D i oto jest, mój pierwszy imagin w życiu, którego postanowiłam opublikować. Nie wiem, jak mi to wyszło, bo tak jak już wspomniałam, nigdy wcześniej nie pisałam imaginów (oprócz jednego z koleżanką, przez smsy :D), więc prosiłabym Was o komentarz (:
~Olly x
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

