..again. Tylko tym razem już na całkiem innym blogu. W pewnym sensie chcę to wszystko zacząć od nowa. Wszystkich, którzy czytają moje wypociny chciałabym przeprosić za tak długą nieobecność. Nie chcę się usprawiedliwiać masą nauki, chociaż to też, ale głównym powodem był tymczasowy brak weny. Teraz wróciła i mam nadzieję, że będzie trwała jak najdłużej :D
+imaginy z tego bloga zostaną skopiowane na nową stronę.
NOWY BLOG
~Olly
Imaginy
sobota, 30 marca 2013
niedziela, 17 lutego 2013
#8 Louis
Bal
maturalny. Dzisiaj. Dzień na który czekałam będąc już małą
dziewczynką. Udzielał mi się ten entuzjazm z amerykańskich balów,
gdzie bal maturalny był naprawdę czymś. Amerykańskie produkcje
opowiadały zazwyczaj o balach z perspektywy maturzystek, które do
balu przygotowywały się przez kilka dobrych miesięcy. Szukały
pracy, żeby móc później kupić sobie drogą sukienkę na bal, ale
zawsze kończyło się na tym, że rodzice im dokładali, żeby
uszczęśliwić córeczkę. Idealna sukienka i idealny facet, o
ironio, zawsze ten, w którym była zakochana bohaterka. Ja też
zawsze chciałam, żeby ten dzień był idealny. Jako siedmiolatka
wyobrażałam sobie swój bal maturalny w dużej, oświetlonej
lampionami sali. Byłam ubrana w kremową sukienkę do kostek, miałam
na sobie buty na wysokich, kilkucentymetrowych szpilkach. Stałam
obok wysokiego, przystojnego blondyna ubranego w taki sam garnitur,
jaki miał (i nadal ma) mój tata i w krawacie, którego kolor
odcieniem pasował do mojej sukienki. I dziś, dwanaście lat
później, miało być tak samo. Jedynie sukienka zmieniła swoją
formę na krótszą, a szpilki zamieniły się z miętowymi
conversami. Nie umiałam chodzić na szpilkach. Wszystko inne
pozostało takie same. A raczej miało być.
Wysoki, przystojny blondyn, jeszcze pół godziny temu mój chłopak, postanowił zaprosić na bal moją najlepszą przyjaciółkę, obecnie jego dziewczynę, jak mniemam. Georgia oczywiście poszła. Nie wiem, co było gorsze. To, że zerwał ze mną Mike, mój odwieczny ideał chłopaka, czy to, że Lottie wiedząc kim był dla mnie chłopak, mimo wszystko zgodziła się mu towarzyszyć na balu, w ogóle nic mi o tym nie mówiąc. Dowiedziałam się od Mike'a, przy okazji jego telefonu w którym jakże dojrzale powiedział mi, że się mu znudziłam i że wybiera się na bal z kimś innym. Zapytany o to, z kim się wybiera, odpowiedział bez ogródek, że z Georgią. Byłam zdruzgotana. Ba, nadal jestem. Kolejną rzeczą, która zmieniła się w ostatniej chwili, była sala. Jeszcze wczoraj była przeze mnie przygotowana, ozdobiona tak, jak wyobrażałam ją sobie będąc małą dziewczynką. Własnoręczne lampiony i mnóstwo białych papierowych gwiazdek zwisających z sufitu. Wszystko prezentowało się i wyglądało idealnie. Do dzisiejszego poranka, kiedy przyszłam na salę zobaczyć, czy czegoś nie trzeba poprawić.
Wysoki, przystojny blondyn, jeszcze pół godziny temu mój chłopak, postanowił zaprosić na bal moją najlepszą przyjaciółkę, obecnie jego dziewczynę, jak mniemam. Georgia oczywiście poszła. Nie wiem, co było gorsze. To, że zerwał ze mną Mike, mój odwieczny ideał chłopaka, czy to, że Lottie wiedząc kim był dla mnie chłopak, mimo wszystko zgodziła się mu towarzyszyć na balu, w ogóle nic mi o tym nie mówiąc. Dowiedziałam się od Mike'a, przy okazji jego telefonu w którym jakże dojrzale powiedział mi, że się mu znudziłam i że wybiera się na bal z kimś innym. Zapytany o to, z kim się wybiera, odpowiedział bez ogródek, że z Georgią. Byłam zdruzgotana. Ba, nadal jestem. Kolejną rzeczą, która zmieniła się w ostatniej chwili, była sala. Jeszcze wczoraj była przeze mnie przygotowana, ozdobiona tak, jak wyobrażałam ją sobie będąc małą dziewczynką. Własnoręczne lampiony i mnóstwo białych papierowych gwiazdek zwisających z sufitu. Wszystko prezentowało się i wyglądało idealnie. Do dzisiejszego poranka, kiedy przyszłam na salę zobaczyć, czy czegoś nie trzeba poprawić.
Sala
wyglądała jak po przejściu huraganu i pożaru jednocześnie.
Kawałki lampionów walały się po całym parkiecie, a papierowe
gwiazdki były powyginane i brązowe od ognia. "Nie przejmuj się
tak [TI], lampiony posklejamy, gwiazdki wyprostujemy i powstanie..
taki klimat staromodny, pozornie niedbały." - słowa mojego
najlepszego przyjaciela, Louisa, przyrodniego brata Georgii, kiedy
spotkawszy go powiedziałam mu o całej sytuacji. Nie podzielałam
jednak jego zdania. Długo pracowałam nad końcowym efektem, miało
być idealnie. Moja wychowawczyni jednak wpadła na taki sam pomysł,
jak Louis i wszystkim się to spodobało. Wszystkim, z wyjątkiem
mnie.
Ale
to nie sala była powodem mojej, trwającej już piętnaście minut,
nieobecności na balu. Poszłabym, gdyby nie Mike. Chociaż to też
bez sensu. Wielokrotnie chodziłam sama na dyskoteki i bale. Jednak
te wszystkie rzeczy pomieszały się ze sobą za szybko, uderzając
mnie przez to mocniej niż powinny.
Tak
więc, siedziałam teraz na swoim łóżku ubrana w moją cholernie
drogą kremową sukienkę i miętowe conversy, które wydawały mi
się teraz wyjątkowo brzydkie. Nigdy nie lubiłam miętowego koloru,
ale kupiłam trampki w takim kolorze, bo stwierdziłam, że fajnie
kontrastują z kremową sukienką.
Zawibrował
mi telefon.
Cat:
"Gdzie
Ty do cholery jesteś Słońce? Wszyscy się o Ciebie pytają. Weź,
tak długo czekałaś na ten bal, tak bardzo się starałaś i
chcesz, żeby Cię to ominęło przez jakąś idiotkę i Twojego
byłego faceta? Daj spokój, [TZ]! xx"
Uśmiechnęłam się
lekko i odpisałam, że nie mogę przyjść, bo coś mnie zatrzymało.
Po części nie skłamałam, jak się okazało.
-Córciu, ktoś na
ciebie czeka przed klatką. - powiedziała moja mama stając w progu
mojego pokoju. Uśmiechała się szeroko.
-Kto? - zapytałam
wstając z łóżka, jednak nie usłyszałam odpowiedzi, bo mama
obróciła się na pięcie i poszła do łazienki.
Niechętnie wyszłam
z mieszkania i pchnęłam drzwi klatki na zewnątrz. Uśmiechnęłam
się lekko, a serce zabiło mi szybciej.
Wzdłuż szerokiego
chodnika ułożone zostały lampiony, całkiem podobne do tych, które
ja zrobiłam. Była ich niesamowita ilość. Nigdzie jednak nie
widziałam osoby, która, według mamy, miała tu na mnie czekać.
Śmieszne, ale dokładnie jak w bajkach, postanowiłam iść drogą,
którą, w tym przypadku, wyznaczały małe lampiony. Zaprowadziły
mnie na plac rynkowy, znajdujący się kilkanaście metrów od mojego
mieszkania. Plac był wyjątkowo niezatłoczony i oświetlony w taki
sam sposób, jak chodnik do niego prowadzący. Jednak to, co zrobiło
na mnie większe wrażenie siedziało na dużym kamieniu na środku
placu. Ubrane w garnitur mojego taty, białą koszulę zapasaną w
kremowe rurki, czarne conversy i miętowy krawat, odcieniem idealnie
pasującym do koloru moich trampek. Coś, co uśmiechało się teraz
do mnie delikatnie i patrzyło na mnie uważnie.
A raczej ktoś.
Louis William
Tomlinson, mój najlepszy przyjaciel.
Podeszłam do niego
niepewnie, a wtedy chłopak wstał i lekko objął mnie jedną ręką.
Wyciągnął z kieszeni swoich spodni telefon i puścił jakąś
wolną,nastrojową piosenkę. Schował telefon i nie spuszczając ze
mnie wzroku położył swoja drugą rękę na moim biodrze.
-Przepraszam za
kiepskie radio, ale dopiero dziesięć minut temu dowiedziałem się,
że nie poszłaś na bal. - uśmiechnął się przepraszająco.
-Jest idealnie,
Louis. - uśmiechnęłam się i delikatnie położyłam dłonie na
jego barkach, zbliżając się do niego przy tym. Od razu poczułam
zapach męskiego, czarnego playboya. Mojego ulubionego męskiego
zapachu, którego ostatnio kupiłam Mike'owi na urodziny.
Stopstopstop. Przynajmniej teraz muszę przestać myśleć o Mike'u.
Nie wiedziałam,
dlaczego Louis to robił. Zrobiło mu się mnie żal?
Minęła
pierwsza, wolna piosenka, którą przetańczyliśmy w zupełnej
ciszy, nie odzywając się, a posyłając sobie jedynie krótkie
spojrzenia co jakiś czas. Następną piosenką była Tonigh
We Have The Stars
Bryana Adamsa. Jedna z moich ulubionych.
-Mike jest idiotą. -
powiedział Lou, kiedy zaczęły się pierwsze słowa piosenki. -
Georgia też. Zachowała się bezczelnie. Chyba będę musiał z nią
porozmawiać.
-Nie rozmawiaj,
Louis. Przynajmniej dowiedziałam się, że mój dwuletni związek z
Mikiem był nieporozumieniem. - powiedziałam cicho i przeniosłam
wzrok na Louisa.
-...
and I know it's in my heart. Tommorow may be raining, but tonight we
have the stars.
- chłopak zanucił do mojego ucha dotykając przy tym wargami mojego
ucha. Wzdrygnęłam się.
Spojrzałam na niego,
kiedy odsunął swoją głowę od mojej. Tym razem prosto w oczy.
Boże, jakie Tomlinson miał piękne oczy. Ciemnoniebieskie tęczówki
wpatrywały się we mnie intensywnie powodując, że moje serce nagle
zaczęło bić jak oszalałe. Louis uśmiechnął się szeroko.
Niewiele myśląc,
wspięłam się na palcach i delikatnie przywarłam swoimi wargami do
jego ust. Chłopak nachylił się nade mną i wpił się w moje usta
bardziej zdecydowanie, niż ja przed chwilą w jego. Czułam, że się
uśmiechał.
Nagle
przypomniałam sobie słowa, które Mike powiedział mi dzisiaj pod
koniec naszej rozmowy. Balu
maturalnego nie można spędzić z byle kim.
Teraz te słowa zyskały nowe znaczenie. O ile wtedy byłam przez to
stwierdzenie załamana, to teraz zrozumiałam, że Mike miał rację.
_______________________________________________________
Jak to mówi Leyd, pampampam :D Wiem, że długo mnie nie było, ale zaczęłam nowe półrocze, po drodze jeszcze miałam karę na laptopa i :D. Wszytskim odwiedzającym i komentującym bardzo dziękuję (:
_______________________________________________________
Jak to mówi Leyd, pampampam :D Wiem, że długo mnie nie było, ale zaczęłam nowe półrocze, po drodze jeszcze miałam karę na laptopa i :D. Wszytskim odwiedzającym i komentującym bardzo dziękuję (:
poniedziałek, 21 stycznia 2013
#7 Zayn cz.1
3 dzień akcji #PolandNeedsTMHTour, hahaha. JESTEM Z NAS TAKA DUMNA *.*!
Imagin postanowiłam podzielić na dwie części, ponieważ jestem obecnie trochę zajęta (nadrabianie zaległości podczas ferii po półtorej tygodnia nieobecności ._.) i mam trochę mało czasu, żeby dodać naraz całego imagina :p Jeszcze na koniec miałabym do Was taką skromną prośbę.. jeżeli to czytasz, proszę Cię, skomentuj. Nie zależy mi na ilości komentarzy, tylko ma tym, co sądzicie o moich imaginach. Z góry dziękuję (:. x
______________________________________________________________
Prawa, lewa, prawa, lewa. Wyprostuj się i podnieś tą głowę do góry!, krzyczały jakieś głosy w mojej głowie. Miałam tak za każdym razem, kiedy wychodziłam na wybieg. Nie wiem, czemu dokładnie takie coś miało służyć. Miało na celu motywowanie mnie? Nie mam pojęcia, ale było to silniejsze ode mnie. Miałam dzisiaj mały, kameralny pokaz, ale takie stresowały mnie najbardziej. Podczas dużych pokazów tak naprawdę uwagę zwraca na Ciebie niewielka ilość zaproszonych. Część rozmawia przez telefon, inni robią jakieś notatki, a jeszcze inni chodzą bez konkretnego celu po całej sali. Właściwie, to równie dobrze mogliby zrobić nam sesję zdjęciową i zdjęcia umieścić w internecie, jak zawsze po pokazie. Efekt byłby taki sam, a koszt tego wszystkiego byłby mniejszy. O wiele, wiele mniejszy. Ale wracając, duże pokazy nie tremowały mnie ani trochę. Tymczasem gośćmi na małych, zamkniętych pokazach są ludzie, którzy przychodzą tutaj w konkretnym celu. Interesuje ich, co projektant ma do zaoferowania. Interesuje ich to, jak się prezentujesz. Ty ich interesujesz. Ty. Przyglądają Ci się uważnie.
I tak teraz powoli wyszłam na wybieg ubrana w wymyślnym kostium kąpielowy od Armaniego. A raczej przebrana za osobę w kostiumie kąpielowym od Armaniego. W byciu modelką nie było niczego złego, lubiłam to i garnęłam się do tego już jako mała dziewczynka. Jednak kostiumy kąpielowe i tego typu stroje obnażające mnie w znacznym stopniu nie były czymś, w czym po prostu czułam się komfortowo.
Przyjrzałam się ludziom siedzącym pod wybiegiem i przyznam się, moje serce zabiło mocniej. Pięciu idealnych chłopaków, ideałów i moich największych idoli. Kilku ich znajomych i Eleanor, moja koleżanka z uczelni. Sądziłam, że żartowała, mówiąc, że pewnego dnia przyprowadzi chłopaków na mój pokaz. Nie żartowała. Uśmiechnęła się do mnie i uniosła kciuki do góry w geście mówiącym, że jest dobrze.
No jasne, że jest dobrze, Eleanor. Oprócz tego, że zaraz zemdleję jest dobrze. Mam się świetnie.
Poczułam, że nogi robią mi się jak z waty i miękną mi kolana. [TI], dasz radę, pomyślałam przyśpieszając kroku. Przed chwilą szłam stanowczo za wolno, a teraz zbyt szybko, jednak nie kontrolowałam tego. Czułam ulgę, kiedy weszłam już za stelaż za wybiegiem i skierowałam się w stronę garderoby. Miałam jeszcze jedno wejście.
Zajrzałam do torby z ubraniami i jęknęłam. Czarny biustonosz, długa, przeźroczystoczarna narzutka krojemprzypominająca szlafrok i czarne koronkowe majtki. Czemu to akurat mi musiał przypaść taki zestaw? Moje koleżanki z wybiegu prezentowały na sobie zwiewne sukienki i kolorowe koszule, a ja miałam biegać po wybiegu prawie naga? Co jest grane?
-[TI]! - krzyknęła kierowniczka pokazu. - Wchodzisz za minutę!
I wyszła. Szybko się przebrałam i ostatni raz spojrzałam do lustra. Szczerze powiedziawszy, byłam nawet lekko oburzona tym, jak wyglądam.
Zrezygnowana wyszłam z garderoby i odrazu wpadła na mnie Caroline.
-Twój Zayn do mnie mrugnął! - powiedziała podekscytowana i w podskokach pobiegłą dalej.
Zayn Malik. Moja małą sympatia. Okej, wielka sympatia. Ale nie czas teraz na myślenie o tym.
Teraz jest Twój moment [TI].
Pewnym krokiem wyszłam na wybieg. Zauważyłam, że męskiej części publiczności rozbłysły oczy. Chciało mi się śmiać, ale wiedziałam, że nie wypada. Mimowolnie spojrzałam na Zayna. Patrzył na mnie uśmiechając się szeroko. Nie spuszczając ze mnie wzroku, powiedział coś Eleanor na ucho. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko. Kiedy odwróciłam się, żeby wrócić za kulisty usłyszałam ciche gwizdy, głośne westchnięcia i.. Eleanor, która chciała coś krzyknąć, ale została powtrzymana. Teraz się zaśmiałam.
Chciałam pójść do garderoby, jednak zostałam powstrzymana przez silną, męską dłoń.
-Mój gabinet, teraz. - warknął mi do ucha mężczyzna. - I lepiej, żebyś była cicho.
Odwróciłam się i zobaczyłam przed sobą Jacka, męża kierowniczki, który zawsze dobierał nam stroje. Patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami. Nie wiedziałam, o co mu chodziło, ale zaczynałam się bać.
Imagin postanowiłam podzielić na dwie części, ponieważ jestem obecnie trochę zajęta (nadrabianie zaległości podczas ferii po półtorej tygodnia nieobecności ._.) i mam trochę mało czasu, żeby dodać naraz całego imagina :p Jeszcze na koniec miałabym do Was taką skromną prośbę.. jeżeli to czytasz, proszę Cię, skomentuj. Nie zależy mi na ilości komentarzy, tylko ma tym, co sądzicie o moich imaginach. Z góry dziękuję (:. x
______________________________________________________________
Prawa, lewa, prawa, lewa. Wyprostuj się i podnieś tą głowę do góry!, krzyczały jakieś głosy w mojej głowie. Miałam tak za każdym razem, kiedy wychodziłam na wybieg. Nie wiem, czemu dokładnie takie coś miało służyć. Miało na celu motywowanie mnie? Nie mam pojęcia, ale było to silniejsze ode mnie. Miałam dzisiaj mały, kameralny pokaz, ale takie stresowały mnie najbardziej. Podczas dużych pokazów tak naprawdę uwagę zwraca na Ciebie niewielka ilość zaproszonych. Część rozmawia przez telefon, inni robią jakieś notatki, a jeszcze inni chodzą bez konkretnego celu po całej sali. Właściwie, to równie dobrze mogliby zrobić nam sesję zdjęciową i zdjęcia umieścić w internecie, jak zawsze po pokazie. Efekt byłby taki sam, a koszt tego wszystkiego byłby mniejszy. O wiele, wiele mniejszy. Ale wracając, duże pokazy nie tremowały mnie ani trochę. Tymczasem gośćmi na małych, zamkniętych pokazach są ludzie, którzy przychodzą tutaj w konkretnym celu. Interesuje ich, co projektant ma do zaoferowania. Interesuje ich to, jak się prezentujesz. Ty ich interesujesz. Ty. Przyglądają Ci się uważnie.
I tak teraz powoli wyszłam na wybieg ubrana w wymyślnym kostium kąpielowy od Armaniego. A raczej przebrana za osobę w kostiumie kąpielowym od Armaniego. W byciu modelką nie było niczego złego, lubiłam to i garnęłam się do tego już jako mała dziewczynka. Jednak kostiumy kąpielowe i tego typu stroje obnażające mnie w znacznym stopniu nie były czymś, w czym po prostu czułam się komfortowo.
Przyjrzałam się ludziom siedzącym pod wybiegiem i przyznam się, moje serce zabiło mocniej. Pięciu idealnych chłopaków, ideałów i moich największych idoli. Kilku ich znajomych i Eleanor, moja koleżanka z uczelni. Sądziłam, że żartowała, mówiąc, że pewnego dnia przyprowadzi chłopaków na mój pokaz. Nie żartowała. Uśmiechnęła się do mnie i uniosła kciuki do góry w geście mówiącym, że jest dobrze.
No jasne, że jest dobrze, Eleanor. Oprócz tego, że zaraz zemdleję jest dobrze. Mam się świetnie.
Poczułam, że nogi robią mi się jak z waty i miękną mi kolana. [TI], dasz radę, pomyślałam przyśpieszając kroku. Przed chwilą szłam stanowczo za wolno, a teraz zbyt szybko, jednak nie kontrolowałam tego. Czułam ulgę, kiedy weszłam już za stelaż za wybiegiem i skierowałam się w stronę garderoby. Miałam jeszcze jedno wejście.
Zajrzałam do torby z ubraniami i jęknęłam. Czarny biustonosz, długa, przeźroczystoczarna narzutka krojemprzypominająca szlafrok i czarne koronkowe majtki. Czemu to akurat mi musiał przypaść taki zestaw? Moje koleżanki z wybiegu prezentowały na sobie zwiewne sukienki i kolorowe koszule, a ja miałam biegać po wybiegu prawie naga? Co jest grane?
-[TI]! - krzyknęła kierowniczka pokazu. - Wchodzisz za minutę!
I wyszła. Szybko się przebrałam i ostatni raz spojrzałam do lustra. Szczerze powiedziawszy, byłam nawet lekko oburzona tym, jak wyglądam.
Zrezygnowana wyszłam z garderoby i odrazu wpadła na mnie Caroline.
-Twój Zayn do mnie mrugnął! - powiedziała podekscytowana i w podskokach pobiegłą dalej.
Zayn Malik. Moja małą sympatia. Okej, wielka sympatia. Ale nie czas teraz na myślenie o tym.
Teraz jest Twój moment [TI].
Pewnym krokiem wyszłam na wybieg. Zauważyłam, że męskiej części publiczności rozbłysły oczy. Chciało mi się śmiać, ale wiedziałam, że nie wypada. Mimowolnie spojrzałam na Zayna. Patrzył na mnie uśmiechając się szeroko. Nie spuszczając ze mnie wzroku, powiedział coś Eleanor na ucho. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko. Kiedy odwróciłam się, żeby wrócić za kulisty usłyszałam ciche gwizdy, głośne westchnięcia i.. Eleanor, która chciała coś krzyknąć, ale została powtrzymana. Teraz się zaśmiałam.
Chciałam pójść do garderoby, jednak zostałam powstrzymana przez silną, męską dłoń.
-Mój gabinet, teraz. - warknął mi do ucha mężczyzna. - I lepiej, żebyś była cicho.
Odwróciłam się i zobaczyłam przed sobą Jacka, męża kierowniczki, który zawsze dobierał nam stroje. Patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami. Nie wiedziałam, o co mu chodziło, ale zaczynałam się bać.
niedziela, 20 stycznia 2013
#PolandNeedsTMHTour
Przypatrzcie się tylko (':. Nie jestem w stanie powiedzieć, od kiedy jesteśmy w trendsach, ale byliśmy już tam wczoraj i nadal się utrzymujemy ! :D Teraz tylko miejmy nadzieję, że ktoś z One Direction to zobaczy :D
#PolandNeedsTMHTour
~Olly x
#PolandNeedsTMHTour
~Olly x
środa, 16 stycznia 2013
SIEMANO!
SIEMANO LUDKI!
tu Sylwia, miło mi
no i tak jak dziefczyny już wspomniały, będę razem z nimi prowadzić tego bloga
:D
mam nadzieję, że jakoś mi to pójdzie, a wena
no nie zawiedzie :D
a podpisywać się będę tak:
~ shok
no, to chyba tyle
siema miśki! xx
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
